Robinson Free Runner 506 w posiadanie tych kołowrotków wszedłem w marcu 2016 roku miały stanowić alternatywę dla nieco wysłużonych już kołowrotków York Tontor 4004 . Zainteresowałem się nimi z racji bardzo przystępnej ceny dobrego wykonania i niezłej konstrukcji i technologii w jakiej zostały wykonane . Zanim jednak bardziej rozwiodę się nad kołowrotkami Robinson Free Runner 506 przedstawię krótki opis techniczny.
Kołowrotki wyposażone są w sześć łożysk z pokryciem ceramicznym, główną aluminiową szpulę oraz szpulę zapasową wykonaną z grafitu, system wolnego biegu jak i precyzyjny hamulec i solidną przekładnię. Czytaj dalej….


Po zmianie kii karpiowych długi czas nosiłem się z zakupem pokrowca typu holdall. Przeglądałem różne oferty, aż skusiłem się nie bez wahania na pokrowiec Kogha de Luxe. Przyznam że zaryzykowałem ze względu na cenę która w internetowym sklepie Askari.pl była obniżona o 33% i wynosiła 160zł. Miałem lekkie wyrzuty sumienia po zakupie, jednak gdy wyjąłem pokrowiec z opakowania poczułem że zostaniemy z sobą na dłużej. Największym atutem pokrowca Kogha de Luxe jest trzy częściowa aluminiowa sztyca która znajduje się w specjalnej kieszeni na grzbiecie pokrowca. Pokrowiec jest w stanie pomieścić sześć dwu składowych, dwunasto stopowych wędzisk z tego trzy w pełni uzbrojone. Długość pokrowca to 200 cm. Pokrowiec wykonany jest z solidnego materiału główna komora jak i komory na kołowrotki są wyłożone grubą pianką. Część pokrowca na wędziska uzbrojone zakrywany jest dodatkową przekładką która dzieli pokrowiec na dwie części. Kieszeń na kołowrotki jest dzielona i niezwykle obszerna. Główny zamek jest bardzo solidny i w razie jego ewentualnej awarii jego wymiana jest bezproblemowa. Wszystkie zamki wyposażone są w duże i wygodne uchwyty które znakomicie ułatwiają ich obsługiwanie. Pokrowiec ma dwie dodatkowe kieszenie które umożliwiają transport dodatkowego wyposażenia typu podbierak podpórki czy parasol. Kieszenie te zamykane są na regulowany plastykowy klips i posiadają ciekawy system zamka błyskawicznego wszytego pionowo na długości około czterdziestu centymetrów który ułatwia wyjęcie rzeczy krótszych niż kieszenie. Podbierak ma też dodatkowe miejsce na jakąś sztycę jest to mała
Zainteresowanie karpiarstwem i uszkodzenie starego podbieraka zmusiło mnie w roku 2013 do zakupu profesjonalnego podbieraka karpiowego. Po roku z okładem użytkowania mogę wydać o nim rzetelna opinię. Jako że potrzeba była dość pilna i dysponowałem większą ilością gotówki wybrałem się do stacjonarnego sklepu wędkarskiego. Oferta karpiowych podbieraków była spora jednak wszystkie posiadały jedną rzecz na którą jestem uczulony. Głowice wykonane z tworzywa. Już zrezygnowany wychodziłem gdy moją minę zauważył sprzedawca. Zagadał i zapytał się o powód opuszczenia sklepu z pustymi łapkami. Powiedziałem mu co czuje do wszelakiego rodzaju plastyków. Uśmiech nie zszedł mu z twarzy i powiedział że godzinę temu otrzymał dostawę i nie rozpakował ale ma coś co mi się spodoba. Zniknął na zapleczu i po chwili wyłonił się trzymając paczkę z napisem JAXON. Początkowo nie zachwycił mnie ten widok jednak po czterdziestu sekundach trzymałem nowy nabytek w ręce w sposób jaki matka trzyma noworodka. Za cenę oscylującą w okolicy dwustu złotych oczywiście po rabacie znacząco spadła, otrzymałem wspaniały podbierak karpiowy Jaxon Landing Net CARP PROFI o symbolu PL-AK001. Zadacie sobie pytanie dlaczego tak szybko i od razu nabyłem podbierak Jaxon po krótce odpowiem na wasze pytanie.
Parasol Konger nabyłem w roku 2012 z nadzieją że zapewni mi godne schronienie na rybach i po dwóch sezonach mogę opisać jego parametry użytkowe.
Po trzech sezonach z karpiówkami Jaxon Cantara 3.90 3,5 lb zapragnąłem zmiany. Nie mogę powiedzieć abym miał większe uwagi do wyżej wymienionych wędzisk jednak pragnąłem większej finezji w kontaktach z rybą. Długo szukałem odpowiednich wędzisk aż w końcu trafiłem na firmę Sanger i z pośród ich produktów wybrałem model Ultra TEC Carp. Wędziska zakupione przeze mnie posiadają długość 360 cm i krzywą ugięcia w zakresie 2,75 do 3 lb. Wybrałem w zasadzie jedyna
Listopad śmignął błyskawicznie obłożenie zadaniami w pracy było tak wielkie że weekendy wykorzystywałem na regeneracje nie wychodząc z łóżka. Dodatkowo ząbkowanie mojej najmniejszej pociechy nie sprzyjało regeneracji sił.
Przychodzi taki czas że kolekcja potrzebnego i niezbędnego nad wodą sprzętu rozrasta się do granic możliwości i poprzednie opakowania pękają w szwach co z kolei powoduje konieczność ciągłego przekładania i wykładania akcesoriów.
Jestem w posiadaniu Tri-poda Trend od roku 2012. Tri-pod pomimo niewygórowanej ceny 150 zł służy już trzeci sezon, dzielnie znosząc niepogodę i ciężkie terenowe warunki.