Ostra zima oraz wyzwania zawodowe nie pozwoliły pojawić się z wędką nad wodą aż do 28 lutego 2021 roku. W końcu nadszedł ten dzień, radośnie pakowałem wędki do auta i wszedłem na chwilkę do domu by namoczyć co nieco pelletów na pierwszą wyprawę z feederem. Zaciekawiona małżonka zapytała się „A gdzie to się pan mąż wybiera?” oczywiście odpowiedziałem że na rybkę. W odpowiedzi moje kochanie zamrugało figlarnie rzęsami i usłyszałem „Oszalałeś sam, ja też chcę!”.
Jak mogłem odmówić mojej pani żonie wspólnych ryb tym bardziej że zaraziła się tym hobby nie na żarty. Oczywiście w pakiecie pojechali z nami moi synowie gdyż córcia wizytowała dziadków w tym czasie. Aura dość dopisywała część zbiornika pokryta była lodem ale nie miało to dla mnie znaczenia żadnego. Znaczenie miało za to to że pierwsze ryby startowałem z żoną i synami. Po cichu liczyłem na to że coś tam uda się złowić, synowie zajęli się eksploracją terenu przyległego do łowiska a ja z małżonką mieliśmy czas na rozmowę i pobycie razem nad wodą. Popijając fenomenalną herbatę z przyprawami i miodem cieszyliśmy się wspólnie spędzanym czasem. Małżonka jednak moszcząc się na moich kolanach bacznie obserwowała końcówki moich feederów. Dzięki jej czujności udało się złowić kilka podleszczyków. Podleszczyki uatrakcyjniły co nieco wyjazd i dały nieco radości małżonce. Po trzech godzinach zwinęliśmy się do domu gdzie wróciła z wizyty u dziadków Magdalena i urządziliśmy sobie rodzinny seans filmowy…







