Po covid-owe ryby.

W październiku 2020 roku, mój organizm poddał się zdradzieckiemu wirusowi i dołączyłem do grona osób chorych na covid. Dzięki trosce służb sanitarnych o moje i innych zdrowie zostałem zamknięty na siedem tygodni w murach swojego domu.  Wraz ze mną w zamknięciu przebywała całą rodzina, ja przechodziłem dość łagodnie wirusa, niestety przygoda z covidem dla mojej małżonki zakończyła się długotrwałym pobytem na oddziale zakaźnym. Więc o rybach mogłem tylko śnić lub marzyć oglądając filmy wędkarskie. Czas jednak prostuje wiele spraw i w końcu doczekawszy się 11 listopada mogłem pojechać na ryby.

Krótka to była wyprawa ponieważ będąc mocno osłabionym po chorobie nie byłem wstanie dać z siebie wielu sił. Ryby te miały dla mnie charakter bardziej symboliczny stanowiły powrót do normalności, do wolności, chłonąłem wiec wrażenia płynące z nich jak sucha ziemia wodę. Nie mogę powiedzieć tym razem że delektowałem się smakiem kawy gdyż wirus pozbawił mnie smaku na dłuższy czas zapachy odbierałem w sposób odmienny niektóre bardzo mnie drażniły. Jednak za nic miałem wszelkie niedogodności gdyż w końcu byłem na rybach. Mogłem być blisko przyrody, być wolnym i szczęśliwym. Klasycznie w tyle głowy słyszałem cykanie zegarka który odmierzał czas ryb. W domu zostawiłem równie osłabioną małżonkę,  która jednak wiedziała że nie pociągnąłbym długo w zdrowiu psychicznym gdyby nie wyskoczył na ryby choć na chwilę. Będąc bardzo spragnionym kontaktu z rybami zdecydowałem się na model zalanie sterowany i wywózkę zestawów pod przysłowiowy pysk ryby. Najpiękniejszą część jesieni przesiedziałem w zamknięciu, więc oczy cieszyłem pozostałymi jeszcze gdzie nie gdzie liśćmi w kolorach żółci i brązu.   Moje glinianki były łaskawe tym razem dla mnie. Sygnalizatory zagrały tą cudowną melodię i nawiązałem kontakt z walecznym karpiem. Wcześniej nie zdawałem sobie sprawy i le warzą karpiowe wędki, będąc osłabionym po chorobie hol dał mi się naprawdę we znaki. Po szybkiej sesji musiałem złapać co nieco oddechu i wytchnienia. Po dojściu do siebie zdecydowałem się mimo wszystko na powrót do domu, nie byłem pewien czy podołam kolejnemu wyzwaniu jakim był hol ryb. Złożyłem więc na raty sprzęt jego obsługę pozostawiając na bardziej dogodny termin i powróciłem do małżonki i dzieci.

Polub lub udostępnij
fb-share-icon
Otagowano , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *