Czerwcowe okonie.

Czerwiec nastał w sposób błyskawiczny, obowiązki, służba i wyjazdy nie pozwoliły nawet przez moment zastanowić się nad upływającym czasem.  8 czerwca zadzwonił kolega który użyczał mój ponton na zawodach z pytaniem czy oddać napompowany czy złożony. Kilka sekund refleksji i stwierdziłem że jak będzie rozłożony to pojadę na spinning. W głowie miałem swoje ulubione wyrobisko niestety jest też to zbiornik rekreacyjny i oblegany przez osoby tam wypoczywające nie zawsze potrafiące się zachować zgodnie  z przyjętymi normami i zostawić porządek po sobie. Silne podmuchy wiatru i nieśmiało wygrzewające się lato spowodowało to że było stosunkowo niewielu użytkowników wody.  Pracując dzielnie na wiosłach udało mi się zająć ulubioną górkę gdzie zawsze stały okonie. Nie było mnie tam od ubiegłorocznej powodzi wiec zdziwiony obserwowałem wyrządzone przez nią szkody w infrastrukturze. Udało mi się znaleźć miejsce w cieniu wyspy które pozwoliło użyć spinningu ultra light. 

Założyłem samorobione przez siebie główki na muchowych jiggowych hakach, przy okazji odnotwałem już ich niewielką ilość a jak zwykle czasu na produkcję nowych nie ma. Zapamiętałem więc konieczność ich wytworzenia  oczywiście pół roku później stan wytworzonych główek się nie zmienił i wynosi równe zero.  Założyłem małą tantę i już w pierwszym opadzie zameldował się średniej wielkości okoń. Jak ja lubię łowić okonie na ultralighta to chyba najbardziej faworyzowana przeze mnie dziedzina spinningu. Wspaniałe brania i przyjemny hol na delikatnym sprzęcie daje naprawdę masę frajdy. Stale jestem wdzięczny przyjacielowi Jakowi za to że udzielił mi swojej wiedzy wykładając istotę spinningu i pomagając dobrać sprzęt. Byłem uważnym słuchaczem i dzięki temu ilość łowionych okoni wzrosła wyraźnie na moich nielicznych wypadach. Niepozorny spinning otworzył szereg nowych  wędkarskich możliwości ale nie ot tym ten wpis. Łowiłem w niezłym tempie całkiem przyzwoite okonie, zmieniałem miejsca i praktycznie każda góreczka, każdy zatopiony pień dawał ryby. Nie wiedziałem że byłem obserwowany przez innego wędkarza który co nieco publikuje na yt. I w momencie wypuszczania drugie z rzędu przyłowionego miarowego szczupaka podpłynął się przywitać i podpowiedział góreczkę której nie znałem a zaowocowała ona przyłowem sandaczyków które nie wyciągając z wody wypuszczałem by nie narazić miejsca ich bytowania na widok lornetujących wędkarzy.
Wspaniały czas dobiegł końca tam gdzie znajdowałem osłonę od wiatru tam mogłem użyć lekkiego spinningu i w większości miejsc miałem brania, niestety zbierające się burzowe chmury przyśpieszyły moją decyzję o powrocie do domu. Wrzuciłem wiec ponton na dach samochodu i tuż przed burzą parkowałem pod wiatą.
Świetna wyprawa sprowokowana oddaniem rozłożonego pontonu pozwoliła spotkać się z rybami, oczyścić głowę ,poznać nowego kolegę, nową miejscówkę, pozwoliła również poprawić humor bo z powodu zagrożenia deszczem ulewnym wcześniej odwołano mi jazdy niezbędne do realizacji przedsięwzięcia o którym marzyłem.

Polub lub udostępnij
fb-share-icon
Otagowano , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *