Wiosna dopiero się budziła, ale leszcze na Śródlesiu już pracowały pełną parą – wystarczyło trafić w rytm i pozwolić, żeby dzień sam się napisał.
Wiosna wspaniale eksplodowała jednak ciągle było czuć chłód zimy, słoneczko nie chciało wygrzać świata nie przeszkadzało to jednak zbytnio wegetacji i świat cudownie się zazielenił.
Świeżość młodych liści i traw zawsze wprowadza mnie we wspaniały nastrój. Zapragnąłem więc zanurzyć się w tą zieleń i poprzebywać choć kilka godzin wśród przyrody. 16 maja znalazłem czas by spędzić kilka fantastycznych godzin na ulubionym Śródlesiu, nie mogę ukryć że pojechałem tam specjalnie by spotkać się z populacją zamieszkujących je leszczy.
Sprzęt do metody jest stale gotowy więc kwestią mniej niż minuty było spakowanie go i wyjechanie na łowisko. Zająłem swoje ulubione miejsce i zestawy powędrowały do wody. Nie musiałem długo czekać na Śródleśne łopaty ich specyficzne atomowe brania to jest coś co powoduje piki adrenaliny, dublety i fajne walki bo tamtejsze leszcze walczą aż do końca.
Ładowało to wszystko moje akumulatory i syciło potrzebę kontaktu z rybami i przyrodą. Jak pięknie jest oddać się pasji, przebywać w śród rozwijającej się zieleni i słuchać śpiewu ptaków. To chwile do których wraca się w czasie zimowych miesięcy gdy świat jest szary i ponury.
Spędziłem bite siedem godzin regularnie odławiając leszcze aż skończył się mi zasób pelletu. Leszcze to takie ryby które nie dokarmiane w regularnych odstępach czasu tracą zainteresowanie łowiskiem. Zgodnie więc ze swoją naturą nie chciały współpracować gdy koszyki były puste.
Nie pozostało mi nic innego jak pakowanie sprzętu i powrót do domu. Wracałem tak bardzo szczęśliwy i naładowany pozytywnymi emocjami jak rzadko kiedy. To był ten dzień kiedy ludzie czują od ciebie dobrą energię i na twój widok uśmiech sam pojawia się na ich twarzach.
Postanowiłem tą radością podzielić się z rodziną i w czasie powrotu dzwoniłem do małżonki by szykowała siebie i dzieci bo jedziemy na wspólne jedzenie. Oczywiście nie miałem demokratycznej siły przebicia by zjeść gdzieś jakieś kluseczki z roladą i kapustą i wizyta skończyła się na KFC. Najważniejsze jednak było to że dzieci się cieszyły a słowa „Kocham cię tato!” i przytulenie było największą nagrodą.
Zobacz jak łowiłem w lipcu na Śródlesiu.



























Pingback:Jak łowić leszcze latem na feeder – lipcowa taktyka ze Śródlesia. - blog wędkarski rybymojezycie.pl
Pingback:Feeder w mrozie – listopadowe łowienie karpi i walka o czas nad wodą. - blog wędkarski rybymojezycie.pl
Pingback:Zimny Feeder Opolszczyzny 2022 – zawody na Śródlesiu i lekcja pokory. - blog wędkarski rybymojezycie.pl