Godziny walki z wiatrem, drobnicą i zamarzającymi dziurami… a na końcu jedno branie, które pokazało, jak cienka jest granica między sukcesem a przegraną.
Nie wytrzymałem długo i gdy tylko odtajałem w domowych pieleszach po akcji napowietrzania wody, to zacząłem planować dłuższe ryby z podlodu niż tylko podłubanie w dwóch przypadkowo wywierconych dziurach.
W niedzielę 25 stycznia pojawiłem się nad wodą by popróbować swoich sił w wędkarstwie podlodowym. Bogate jesienno zimowe zarybienia pozwalały sądzić ze może się dziać na zbiornikach.
Uzbroiłem się w świder i bałałajki zabrałem opakowanie co nie co zleżałej już ochotki i udałem się na stawy.
Czytaj dalej….









