Czas swoim zwyczajem płynął nieubłaganie do przodu dni nowego 2018r. upływały w tempie błyskawicy a szary zimowy krajobraz widziany z za okien wysysał ze mnie całe pozytywne emocje wprowadzając w zimową melancholię. Siedziałem sobie w niedzielny poranek siódmego stycznia i sącząc kubeł mocnej i dosmaczonej korzeniami kawy marzyłem o małym wypadzie na ryby. Spojrzałem w zaspane oczy małżonki i ona bez zapytania z mojej strony przyzwoliła prosząc abym wrócił szybko gdyż mamy na tą niedzielę co nieco planów.
Pojawiłem się więc nad szarymi smętnymi wodami mojego łowiska w okolicy godziny dziewiątej i spoglądając na marszczoną delikatnymi podmuchami wodę, rozpocząłem rytuał którego każda czynność zbliżała mnie do pierwszego wystawienia zestawu w wodę.
Po odprawieniu blisko czterdziesto minutowych przygotowań zestaw z przynętą po raz pierwszy zajął swoje docelowe miejsce w nęcisku. Nie dane było mu opaść jednak do końca bo już w opadzie na delikatnym spławiku odnotowałem branie. Na brzegu na tak zwaną klatę lądowałem pierwszą całkiem dorodną płoć tej małej wyprawy.
Łowisko w tym dniu było dla mnie łaskawe i raz po razie zacinałem delikatne brania i w siatce lądowała płoć za płocią. Bawiłem się wspaniale nie mniej w pewnej chwili w mej głowie zagościła czarna myśl o upływającym czasie całkiem obiecującej wędkarskiej wyprawy i o tym że mimo wspaniałych brani całkiem znośnej aury ponownie będę musiał porzucić tak wspaniałe zajęcie i powrócić do szarej ciężkiej codzienności. Machinalnie pracując tyczką pozwoliłem myślą płynąć i ciemne myśli które kierowały mnie na powrót ku zimowej melancholii rozjaśniły trzy ciepłe promyki które pojawiły się na myśl o moich pociechach.
Tak czas wyprawy dobiegł końca a ja z całkiem przyzwoitym wynikiem zakończyłem łowienie. Spakowałem sprzęt porobiłem zdjęcia i z uczuciem ciepła ni tylko delikatnymi przebłyskami żalu wracałem do domu. W domu zastałem moje aniołki śpiące przedpołudniową drzemkę akuratnie zasnęły co pozwoliło pobyć z małżonką sam na sam przez chwile i porozmawiać na różne tematy. Bardzo podobało mi się zdanie wypowiedziane przez moją połowę że nie lubi kiedy znikam jej z domu ale z każdych ryb wracam jakiś taki spokojniejszy i szczęśliwszy. Podsumowując pierwszą wyprawę w 2018 roku mimo błyskawicznego jej przebiegu dała mi ogromną satysfakcję i pozwoliła podładować baterie na nadchodzące tygodnie posuchy wędkarskiej i zbyt kruchego lodu by nadal odbywać eskapady wędkarskie.




