Świat obiegła tragiczna informacja o wojnie na Ukrainie. Ja od kilku tygodni praktycznie mieszkałem w pracy, charakter moich działań nakazywał by być stale do dyspozycji i pod telefonem. Niedziela 6 marca była straszliwie napięta ponieważ od kilku dni siedziałem na plecaku gotowy do wyruszenia w jeden z rejonów działania mojej brygady. Po raz kolejny mój wyjazd został przesunięty więc postanowiłem zrobić coś by głowa odpoczęła i nieco emocje opadły.
Udałem się więc na śródlesie nie musiałem wracać do domu, ponieważ w aucie od kilku tygodni jeździły wędki feederowe, pellety i mój wysłużony fotel elektrostatyka. Fotel który dzięki wydatkowi kilkudziesięciu złotych, został dozbrojony w adaptery i stał się całkiem przyjemnym fotelem feederowym. Ramie i mniejsza półka od kosza całkiem nieźle go doposażały i czyniły bardzo funkcjonalnym. Nie miałem czasu udać się do wędkarskiego w celu zakupu jakiegoś buzerbara czy też fajki na dolinki wędzisk. Wykorzystałem więc grzebień na topy. Po dwudziestu minutach byłem na Śródlesiu, zająłem stanowisko i przystąpiłem do rozkładania mojego staro nowego stanowiska, zaparzyłem kawę i domoczyłem pellety ciepłą wodą. Na „wyjściowe” ubranie wciągnąłem lżejszy kombinezon i tak przygotowany rozpocząłem łowienie. Dłuższą chwilę nic się nie działo aż doczekałem się pierwszych brań niestety pustych. Zacząłem oglądać zestawy i stwierdziłem ze hak jest beznadziejnie tępy. Szybka wymiana przyponów, asekuracyjnie na dwóch zestawach przerzucenie zestawów pięć minut i strzał. Jeeeest!!! Powiedziałem sobie w duszy w końcu ruszyły się śródleśne leszcze. Przyjemna walka kilka fotek i leszczyk do wody. Ponownie kilka minut czekania i kolejne branie. Dzień zapowiadał się fantastycznie, odeszły myśli o wojnie, o zagrożeniu, o cierpieniu dzieci, o cierpieniu dorosłych, skupiałem się na chwili, chwili która była przyjemna. Po piątej rybie zachciało mi się ponownie kawy i gdy zalałem aromatyczne ziarna rozdzwonił się telefon służbowy. Cały spokój prysł, odebrałem i dowiedziałem się że wyjazd z godziny 18 przełożony jest na godzinę 6 rano. Na tempa więc pakowałem się by jeszcze pobyć noc w domu i móc być z rodziną te bezcenne godziny. Nie wiedziałem jeszcze jak długo nie będę miał możliwości, spędzenia czasu z rodziną, jak długo pozostanę bez możliwości łowienia …..







