W sobotę 19 lutego postanowiłem zajrzeć na glinianki byłem mocno zdziwiony gdy spotkałem rozkładającego się na nockę Darka i Jacka. Wpadłem na pomysł na spontanie by dołączyć do zebranych wcześniej kolegów i odbyć wraz z nimi pierwszą nockę sezonu. Przygotowania chwilę mi zajęły gdyż trzeba było skompletować obsługiwany w czasie zimy sprzęt wędkarski. Przy okazji kompletowania sprzętu wpadłem na pomysł by założyć do karpiowych wędzisk podajniki do metody i łowić na drobne przynęty i haczyki, Pomysł okazał się dość niefortunny ale o tym za chwilę. Spakowałem wszystko co niezbędne do komfortowego spędzenia nocy w chłodnych lutowych warunkach w samochodzie, wrzuciłem wędki i sprzęt do metody, by podkreślić co nieco podniosłość tej zacnej chwili do ekwipunku dołączyła butelka leciwej cieczy o kolorze herbaty.
W okolicy dwudziestej pojawiłem się na łowisku na tempa rozłożyłem wędki i zarzuciłem zestawy. Rozsiadłem się przy stole chłopaków i rozlałem po palcu bursztynowego płynu, oddaliśmy się rozmowom i czas wspaniale płynął, jak zacnie rozpocząć tak wcześnie karpiowy sezon. Dyskusje i rozważania przerwał dźwięk mojej wiekowej już centralki, sygnalizatory znakomicie grały a wyluzowana szpula w dobrym tempie oddawała plecionkę. Uniosłem wędzisko do góry nawiązałem kontakt z rybą i poczułem nagły luz. Szybko zdałem sobie sprawę z podstawowego błędu jaki zrobiłem. Do ciężkich 3lbs karpiowych wędzisk założyłem kołowrotki z plecionką a do tego podajnik z przyponem wiązanym na flurocarbonie 0,18mm. Zawód był wielki tym bardziej że posiadam zestaw kołowrotków z żyłkami której rozciągliwość znacznie lepiej amortyzowałaby zrywy ryby. Naprawiłem swój błąd stosując podwójna feedergumę i posłałem dwie takie hybrydy w łowisko. Wiem niby improwizacja ale jak nie chciało włożyć się walizki więcej do bagażnika samochodu to trzeba szyć tym co jest pod rękom. Noc upłynęła dość komfortowo mimo nocowania w samochodzie, obudziłem się rano dość wypoczęty, zaparzyłem kawę i postanowiłem do południa posiedzieć nad wodą. Rozmawiałem z chłopakami gdy cisze łowiska zakłócił ponownie dźwięk syganlizatora. Tym razem nie dałem ponieść się emocjom, hol był spokojny na lekkim hamulcu i trwał kilka dobrych minut, nie chciałem stracić ryby, chciałem mieć ją na zdjęciach. Nadszedł kluczowy element holu gdy ryba ukazała się na powierzchni, jej rozmiar mnie ucieszył i jednocześnie napełnił obawami. Cienki przypon, mały hak a dodatkowo plecionka i kibice. Gdy ryba znalazła się w podbieraku odetchnąłem, cały w skowronkach zbiłem piątkę z chłopakami i poddaliśmy rybę ważeniu i sesji zdjęciowej. Co za emocje co za szczęście i radość ponad 12kg wyholowane tak hardcorowym sprzętem. W czasie robienia zdjęć tradycyjnie komórka zakłóciła pobyt nad wodą i o godzinę wcześniej musiałem wracać. Gdy małżonka ujrzała mój uśmiech od ucha do ucha od razu zapytała się czy był duży, był odpowiedziałem i przytuliłem moją kochaną połówkę..






