Spóźniona majówka 2022.

Maj w swej karasie zawitał na dobre, wspaniała pogoda i eksplozja, świeżej wiosennej zieleni. Wiosna malowała świat przecudownymi barwami, wiosnę dało się czuć wszelkimi zmysłami. Serce rwało się na ryby niestety praca nie pozwalała realizować pasji. Spędzałem kolejny tydzień na wyjeździe a portale społecznosciowe zalewały zdjęcia z majówek, zdjęcia szczupaków, zdjęcia karpi, boleni, okoni i zdjęcia pokrytych jeszcze tarłową wysypką leszczy. Nic poza cichym zazdroszczeniem majowym łowcom nie mogłem zrobić. 

Doczekałem się w końcu piątku 7 maja i mogłem ponownie po tak długiej przerwie pojechać na ryby. Miałem jeszcze bardziej niż zwykle ograniczony czas. Czas który musiałem dodatkowo podzielić pomiędzy rodzinę, zajęcia domowe, pracę i ukochane hobby. Zabrałem więc na szybko feedery i wyskoczyłem ukradkiem na moje glinianki. Miałem około trzech godzin do wykorzystania więc chciałem maksymalnie je wykorzystać. Glinianki były mocno obłożone jednak wolne było jedno z bardziej dogodnych pod względem dojazdu miejsc. W kilka minut byłem już rozłożony i zabrałem się za szykowanie ulubionej kawy. Usiadłem na fotelu i chwilkę chłonąłem klimat łowiska. Zdałem sobie sprawę z tego jak mi tego wszystkiego brakowało. Przecudowny widok wody, kontakt z przyrodą i spokój który płynie z samej przyjemności przebywania na łonie natury. Tyle wrażeń, tyle myśli i tyle doznań. Z wszystkiego czerpałem garściami, chłonąc każdą sekundę.  Na łowisko wytypowałem technicznie trudno dostępny blacik z może 80cm głębokością,  który zawsze przynosił szybkie brania ryb. Niestety pod jednym warunkiem, musiał być zacienioniy. Obserwując wędrówkę słońca oszacowałem że jest tam szansa na ryby przez około dwie godziny. Nie pomyliłem się w szacunkach, w kilka chwil po zarzuceniu metody. Toczyłem wspaniałą walkę z karpiem, walkę wygraną dzięki czemu można go podziwiać na zdjęciach. Miałem jeszcze dwa nieudane hole dużych ryb z tego miejsca i klika całkiem słusznych wymiarów krąpi. Wszelka aktywność ryb w tym miejscu ustała gdy tylko słońce oświetliło miejscówkę. Brania ustały. Skończyłem więc kawę zwinąłem feederowy majdan i oczy moje sięgnęły wędki spinningowej która jeździ sobie w oczekiwaniu na okazję na podszybiu mojego auta. Czemu by nie spróbować złowić jakiegoś pasiaka na deser pomyślałem i na mojego ultra lighta założyłem imitację larwy ważki. W pierwszym rzucie odnotowałem lekutkie przytrzymanie w drugim zaliczyłem pewne zacięte w tempo branie i miałem kilka chwil fantastycznej zabawy walcząc z oscylującym w okolicy 50cm szczupaczkiem. Walka na delikatnym sprzęcie sprawiła masę radości. Miałem ochotę jeszcze porzucać, ale telefon dał tradycyjnie znać o sobie. Co skutecznie przypomniało mi o dzieciach które czekały na możliwość kontaktu z tatą.

Polub lub udostępnij
fb-share-icon
Otagowano , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *