Czas pędził wielkimi susami i przeskoczyłem czerwiec nie znajdując nawet jednej minuty by pojawić się nad wodą. Nie byłem tak dawno na rybach że moi synowie podczas rozmów telefonicznych zaczęli upominać się o wspólne ryby. Miałem w głowie chytry plan który chodził mi po głowie od dłuższego czasu i spędzając miesiąc na wyjeździe służbowym śnił mi się nocami.
Bardzo chciałem wrócić do łowienia na bata w taki fajny sposób jak robiłem to w latach mojej młodości czyli z minimum sprzętu, minimum zanęt i minimum przynęt. Chciałem uwolnić się od ton akcesoriów i czerpać tylko z kwintesencji wędkarstwa.
Pierwszego lipca udało się mi ten plan zrealizować, najpierw wiązaliśmy wspólnie zestawy w domu, następnie mieszaliśmy zanęty i pakowaliśmy sprzęt. Przy pakowaniu sprzętu gdy z czeluści magazynku ze sprzętem wędkarskim wyjąłem 3 krzyżakowe krzesełka, nastąpił protest chłopaków którzy zdążyli zaznać wygody karpiowych foteli. Więc stołek krzyżakowy w udziale przypał mi.
Na łowisku nastąpiła jeszcze jedna zmiana gdyż Wiktor stwierdził ze nie będzie łowił na bata i woli wędkę z kołowrotkiem, na szczęście baty jechały w tym samym pokrowcu co feedery więc zgodnie z życzeniem Wiktor łowił feederm a ja przejąłem jego 6 metrowego bata i wraz z Wojtkiem bawiłem się łowieniem na spławik a Wiktor radził sobie świetnie z feederami więc moją uwagę bardziej poświęcałem Wojtkowi. Ryby dopisały znakomicie, nie miałem czasu sam operować swoim batem gdyż musiałem wypinać ciągle Wojtkowi ryby. W tym czasie Wiktor samodzielnie wyholował ładnego karpika którego kazał uwiecznić na zdjęciu. Radości było co niemiara oczywiście w aucie były zakamuflowane łakocie dla chłopaków które podniosły poziom radości z wypadu na ryby.
Wracając do domu chłopaki snuły kolejny plan wyjazdu na ryby i kolejny plan zakupu przekąsek w lokalnym sklepie.





