Mroźna metoda.

W niedzielę 20 listopada mróz mocno przycisnął świat pokrył się szronem a i chłód skutecznie zniechęcił mnie do spinningu. Miałem co prawda wielką ochotę po serwisie wypróbować silnik i nawiedzić kilka miejscówek na Odrze, jednak wraz z wiekiem cenię sobie poczucie komfortu termicznego. Zdecydowałem się więc odłożyć wypad na nieco późniejszą godzinę i spróbować swoich sił w feederach. Pojawiłem się wraz z sąsiadem Michałem który poczuł wędkarskiego bakcyla w tym sezonie na gliniaki w celu podjęcia próby złowienia czegokolwiek.

Świat oświetliło wspaniałe słońce a ja nim zarzuciłem wędki zrobiłem sobie mały rozgrzewający spacer, chłonąłem piękno które daje świat w pierwszych okowach mrozu, błyszcząca pokryta szronem trawa i liście mieniące się kryształkami lodu w promieniach słońca, pierwsze lodowe skrzepy na wodzie. Wszystko było unikatowe i miało swój urok, mój umysł skierował się na nieco filozoficzne tory lecz Michał który zagadał przypomniał mi w jakim celu nad wodą się pojawiłem. Posłałem więc zestawy do wody wędki układając w sposób który umożliwiał mi użycie sygnalizatorów brań. Wiem że przy zimnym feederze optymalnie jest siedzieć przy wędkach w oczekiwaniu na ultra delikatne brania, jednak moja metoda nie różniła się niczym od zestawów używanych w ciągu roku. Liczyłem więc na efekt samo zacięcia i planowałem większość zasiadki spędzić w samochodzie. Pierwsze dźwięki sygnalizatorów rozległy się już kilka minut po zarzuceniu zestawów, tradycyjnie na haku pojawiły się podleszczyki i krąpie.  Cieszyła mnie mimo wszystko aktywność ryb w tak zimnej wodzie. Postanowiłem zaparzyć kawę i zostałem zaskoczony końcem gazu w kartuszu. Na szczęście miałem zapasową sztukę w samochodzie i operacja parzenia kawy się w konsekwencji powiodła. Jak przyjemnie jest napić się czegoś gorącego na mrozie wie ten kto próbował. Nie dane mi było jednak dokończyć kubka kawy, przerwało mi tą przyjemność mięsiste ugięcie szczytówki i hol ospałej ryby z zimnej wody. Karp potulnie szedł do podbieraka a Michał świetnie się spisał jako fotograf. Ryba zrobiła mi dzień tym bardziej że miała fantastyczny kształt i ciekawie wyglądający brzuch co daje jej dodatkowy atut przyszłego okazu. Miałem już ją kiedyś na haku i miło było zobaczyć że ma się dobrze i pobiera pokarm nawet przy tak niskich temperaturach wody. Po braniu dołowiłem jeszcze kilka podleszczyków i nadszedł smutny moment powrotu do domu. Krótkie wyprawy wędkarskie mimo tego że pozwalają na chociaż marginalny kontakt z ukochanym hobby nie pozwalają w pełni wykorzystać możliwości połowowych łowiska. Zmęczenie zawodowe wynikające z wielkiej ilości zadań służbowych i wyjazdów, powoduje potrzebę odpoczynku i brakuje mi trochę sił by wstać przed świtem i przedłużyć o godzinę czy też dwie przyjemność przebywania nad wodą. Ponadto chęć bycia tatą dla dzieci a nie dawcą nazwiska w świadectwie urodzenia, powoduje potrzebę spędzania jak największej ilości czasu z dziećmi i małżonką. A czas dla rodziny  jest mocno ograniczony przez ciągłe wyjazdy i służbę ojczyźnie. Trudno muszę przeczekać ten okres i mieć nadzieję że wszystko wróci do normy i będę miał szanse na realizowanie swoich zainteresowań.  

Polub lub udostępnij
fb-share-icon
Otagowano , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *