Możesz nie zgadzać się z systemem… ale jeśli odetniesz się od tego, co daje Ci spokój – zapłacisz za to dużo więcej niż składką.
Styczeń ostatnimi laty rozpieszcza nas wręcz wiosennymi temperaturami dla mnie zawsze był to start sezonu.
W tym roku jednak długo biłem się z myślami czy wnieść składki do związku gdzie ilość wychodzącego brudu oraz postawa czołowych działaczy kłóci się ze statutową ideą która powinna mu przyświecać.
Zastanawiając się korzystałem z wiosennej wręcz aury by wypróbować nowy rower.
Cieszyłem się nowym nabytkiem, połykałem kilometry i doceniałem dobry zakup. Jednak w sercu była jakaś pustka czułem niedosyt i tęsknotę za ukochanym hobby.
Obdzwoniłem wszystkie znane mi łowiska komercyjne niestety albo jeszcze nie działały w nowym sezonie albo też działały jednak ich opiekunowie nie uznają tyczki jako preferowanej metody połowu.
Monopol pzw zmusił mnie do opłaty składek u nich. Przywiązanie do łowienia ryb zwyciężyło i wniosłem mocno zniesmaczony składki.
Nie chodzi mi o szczebel koła gdzie w gruncie rzeczy są wspaniali aktywni ludzie jednak świadomość podziału składek i dodatkowo podwyżki diet dla działaczy na szczeblu okręgu o 100% powodowały mieszane uczucia.
Pojawiłem się więc nad moim łowiskiem uzbrojony w tyczkę w nadziei na niezłe połowy, sporo wysiłku kosztowało przetaszczenie sprzętu na stanowisko, musiałem wykorzystać własne plecy do celów transportowych.
Warunki na łowisku uniemożliwiały dojazd nad wodę a dodatkowo możliwość utknięcia w rozmiękłej glinie i związane z nią koszty zniechęcały do ryzyka.
Rozstawiłem mój kombajn i rolki rozłożyłem tyczkę i po gruntowaniu łowiska przystąpiłem do ostatecznego dowilżenia zanęty wstępnie przygotowanej w domu w komfortowych ciepłych warunkach.
Zanim przystąpiłem do lepienia kul zanętowych nastawiłem czajnik wody i zaparzyłem swój wielki kubeł kawy który za zadanie miał rozgrzewać i sycić zmysły aromatami kawy i przypraw korzennych.
Posłałem trzy kule z ręki w łowisko i pięć kubków bardziej treściwej zanęty, przebrałem się w mój kombinezon i wypiwszy kilka łyków cudownego naparu rozpocząłem połów.
Pierwsza ryba sezonu nie zachwyciła rozmiarami ale ryba jest rybą i dała początek regularnym braniom. Naturalnie po odłowieniu kilkudziesięciu sztuk drobnicy i do nęceniu pojawiła się średnia ryba i towarzyszyła do końca łowienia dając przyjemność z pobytu nad wodą.
Nie było jakiś ciekawych przyłowów jak się później okazało z braku zarybienia i zbyt pazernego podejścia kolegów do zdobywania mięsa, większość zarybieniowej ryby wychodzi z wody w tydzień po zarybieniu i żadna ilość nie potrafi nasycić zapotrzebowania na mięso.
Nic to dłubanie płotek i tak było przyjemne i dało mi chwilę radości i zadowolenia z siebie. Po skończeniu się zanęty i ustaniu brań zacząłem zwijać się do domu nie miałem jeszcze świadomości że na kolejną wyprawę przyjdzie mi czekać aż do końca marca niestety praca i obowiązki służbowe nie pozwoliły cieszyć się zimowym łowieniem.
Przeczytaj również:
Jak zacząć sezon wędkarski na tyczkę – pierwsze łowienie w zimnej wodzie.
Jak łowić na tyczkę zimą – skuteczna taktyka na grudniowe ryby (spławik)
Łowienie na tyczkę latem – sierpniowa taktyka na leszcza i płoć (spławik).










Pingback:Jesienne płocie na tyczkę w przededniu100 lat niepodległości Polski. - blog wędkarski rybymojezycie.pl