Czasem wszystko idzie dobrze, dopóki natura nie przypomni, że to ona rozdaje karty.
W przededniu setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, wyjątkowo nie będąc w nic służbowo zaangażowanym, wraz z małżonką zaplanowaliśmy dzień tak, by wspólnie z dziećmi wziąć udział w kilku wydarzeniach towarzyszących i uświetniających tę bardzo podniosłą rocznicę.
Oczywiście nie mogło zabraknąć z mojej strony małego pobytu nad wodą. Rankiem dziesiątego listopada zameldowałem się więc z tyczką nad wodą w poszukiwaniu jesiennych płoci. Wybrałem właśnie tyczkę głównie dlatego, że bardzo chciałem zaznać kontaktu z rybą, a czas, którym dysponowałem, był tradycyjnie mocno ograniczony.
W kilkanaście minut byłem gotowy i miałem przed sobą maksymalnie dwie, może dwie i pół godziny łowienia. Zanęta, wstępnie przygotowana w domu, wymagała jedynie niewielkich korekt. Postawiłem na jednorazowe zanęcenie i podanie z kubka dwudziestu kulek pełnych robactwa.
Taktyka okazała się całkiem słuszna i już kilka chwil później łowiłem ładne okazy płoci. Po godzinie brania były niezwykle regularne, ale pokrywa liści bardzo utrudniała łowienie. Zaczepiające się o zestaw liście zmuszały do dodatkowych wyjazdów tyczką. Wiatr niestety zmienił kierunek i z żalem patrzyłem, jak nadciąga gruba warstwa liści, która nie dawała żadnych szans na przebicie się lekkim zestawem.
Pełen żalu spakowałem się i wróciłem do domu. Ryby zacnie współpracowały, ale liście uniemożliwiły dalsze łowienie. Czasami tak bywa, zwłaszcza o tej porze roku, gdy pływające po wodzie liście są czymś naturalnym.
Po powrocie do domu i zjedzeniu śniadania razem z dziećmi oraz mieszkańcami mojej zacnej miejscowości wzięliśmy udział w sadzeniu grabowej alei upamiętniającej to podniosłe wydarzenie. Po posadzeniu dwóch drzewek udaliśmy się wraz z pozostałymi uczestnikami na ognisko z kiełbaskami, zorganizowane z tej okazji.
Obecnie zasadzone przez nas drzewa są praktycznie codziennym celem spacerów, ponieważ dzieci lubią sprawdzać, co dzieje się z ich grabami.
Przeczytaj również:
Styczniowy powrót nad wodę – tyczka, decyzja o składkach i pierwsze ryby sezonu.
Łowią po drugiej stronie… a ja nad wodą wspominam.





