Sezon uciekał, ale na koniec dał mi jeszcze jednego karpia- ostatni karp 2018.

karp listopad 2018 5

Myślałem, że ten sezon nie da mi już nic. A jednak na koniec zostawił po sobie jedną naprawdę piękną rybę.

Temperatury gwałtownie spadały, a ja, pochłonięty zadaniami służbowymi, traciłem sezon. Postanowiłem jednak wykorzystać jeden z licznych zaległych dni wolnych i spędzić kilka chwil nad wodą w poszukiwaniu jesiennych karpi.

Uzbroiłem się więc w pełni i postanowiłem wykorzystać możliwości sprzętowe, którymi dysponowałem dzięki całkiem niezłemu wyekwipowaniu. Pełen dobrych przeczuć przesondowałem dno oraz oznaczyłem miejsca łowienia.

Zmieniłem przypony z combi rigów na klasyczne line alignery z małymi, jak na mnie, hakami i na krótki włos założyłem po jednym arachidowym orzechu. Podparłem zestawy mini PVA z mielonym orzechem i zanętą na melasie z nutą alkoholową. Tak przygotowane zestawy powywoziłem w wytypowane miejsca, a na pierwsze branie czekałem dosłownie kwadrans.

Niestety hol zakończył się spięciem, podobnie jak dwa kolejne. Nieco podirytowany wyciągnąłem zestawy z wody i zacząłem analizować przypony. Po niespełna kwadransie skróciłem je o kilka milimetrów, wydłużyłem włos i ponownie wywiozłem zestawy na miejscówki.

Tym razem moja cierpliwość była wystawiona na próbę nieco dłużej. Zaparzyłem kawę i sącząc rozgrzewający napar, miałem spokojną chwilę, by przeanalizować karpiowy sezon 2018. Praca i zmienione priorytety sprawiły, że miałem niezwykle mało czasu na ukochane hobby. To z kolei przełożyło się na jakość i liczbę brań. Planowane i zanęcane miejsca na Odrze odwiedziłem dokładnie zero razy. Słabo, to właśnie to słowo najlepiej pasuje do mojego karpiowego sezonu 2018.

Mimo wszystko mogę powiedzieć, że dla mnie ten sezon nie był zły. Spełnianie się w roli rodzica oraz realizacja bardzo dużych międzynarodowych projektów zawodowych również daje pewien rodzaj spełnienia i zadowolenia. Tak sobie analizowałem, grzejąc się przy grzejniku gazowym zainstalowanym w samochodzie, aż z tych błogich rozważań wyrwał mnie długo oczekiwany pisk sygnalizatora.

Momentalnie nawiązałem kontakt z rybą i pamiętając o tym, że holuję na plecionce, miałem tylko lekko dokręcony hamulec kołowrotka, by zapobiec zerwaniu przyponu zawiązanego na cienkiej plecionce 15 lbs. Przedłużyłem sobie nieco przyjemność płynącą z holu i po chwili na macie zagościł ostatni, ale za to ślicznie wybarwiony karp sezonu 2018.

Rybka tradycyjnie została opatrzona i uwieczniona na zdjęciach. Ponownie wywiozłem zestawy, lecz niestety tego dnia nie skusił się już żaden karp. Wróciłem więc szczęśliwy do domu i korzystając z okazji, że dzieci gościły u dziadków, oczyściłem oraz przygotowałem do zimowania sprzęt karpiowy.

To smutny i bardzo nostalgiczny moment, gdy wypucowany sprzęt składa się do szafy. Tylko dzieci były w stanie uratować mnie od zimowej nostalgii.

Przeczytaj również:

Karp zimą na metodę – lutowa zasiadka, zestaw i skuteczne łowienie, luty 2022.

Lato nad wodą z rodziną – krótkie wypady, ognisko i dzieci, które łowią lepiej niż dorośli.

Polub lub udostępnij
fb-share-icon
Otagowano , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

O Paweł Sąsiadek

Paweł Sąsiadek – wędkarz i autor bloga „Ryby Moje Życie”, gdzie dzielę się praktyczną wiedzą prosto znad wody. Łowię różnymi metodami, ale szczególne miejsce w moim wędkarskim świecie zajmują karpie i łowienie na ziarna, które sam przygotowuję i testuję w praktyce. To blog tworzony na doświadczeniu, nie teorii.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *