Świąteczny spinning na okonie – krótki wypad przed Wigilią.

IMAG0507

Święta były już za progiem, ale zanim usiadłem przy rodzinnym stole, musiałem jeszcze choć na chwilę stanąć nad wodą.

Nim się obejrzałem, nastał 23 grudnia. Przerażony perspektywą końca roku i braku czasu na wędkowanie, spojrzałem czule w oczy mojej żony i oznajmiłem, że jadę porzucać. Zabrałem więc okoniówkę i wyruszyłem na moje wody, by spotkać się z pasiakiem lub czymkolwiek innym.

W duchu liczyłem na to, że będę miał szansę na spotkanie z jednym z pięciu ponadpięćdziesięciocentymetrowych pstrągów wpuszczonych jesienią jako ciekawostka. Uzupełniłem więc zestaw okoniowych przynęt o kilka blaszek, na które pstrągi świetnie reagują.

Świat był szary i ponury. Tylko perspektywa nadchodzących świąt dodawała odrobinę radości w tej szarości. Dzieciaki tuliły się do taty, który wychodził tylko na chwilę, prosząc, by wrócił szybko. Ciepły dom pachniał przyprawami, choinką i świętami. Panował w nim gwar tradycyjnego, wielopokoleniowego domu. To rzeczy i wartości, które nieodwołalnie giną we współczesnym świecie.

W takim nieco dziwnym nastroju machinalnie czesałem moje wody, co jakiś czas nadziewając się na pozostałości moczarki kanadyjskiej, która nieco utrudniała prowadzenie przynęty. W końcu, po którejś z kolei zmianie przynęty, wstrzeliłem się w stadko i apetyt okoni zamieszkujących moje glinianki. Wreszcie udało się coś połowić.

Niestety szybko musiałem porzucić rybne miejsce, gdy dostrzegłem w oddali postać jednego z największych amatorów rybiego mięsa. Z doświadczenia wiem, że nie odpuściłby, dopóki ostatni pasiak nie wyjechałby z mojego dołeczka. Zwinąłem się więc, a przechodząc obok, złożyłem mu życzenia wesołych świąt. Na pytanie, czy coś brało, odpowiedziałem przecząco, a na drugie – dotyczące zarybień – odparłem wymijająco.

Po małym spinningu chętnie wróciłem do domu i oddałem się świętowaniu tych najbardziej ciepłych i rodzinnych świąt w naszym kalendarzu.

Przeczytaj również:

Okonie na spinning w maju – krótki szał brań przed burzą.

Bieszczady i Solina – rodzinny wyjazd, wędkarska frustracja i wielkie emocje.

Polub lub udostępnij
fb-share-icon
Otagowano , .Dodaj do zakładek Link.

O Paweł Sąsiadek

Paweł Sąsiadek – wędkarz i autor bloga „Ryby Moje Życie”, gdzie dzielę się praktyczną wiedzą prosto znad wody. Łowię różnymi metodami, ale szczególne miejsce w moim wędkarskim świecie zajmują karpie i łowienie na ziarna, które sam przygotowuję i testuję w praktyce. To blog tworzony na doświadczeniu, nie teorii.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *