Niektóre wyprawy są o rybach… inne o tym, co w nas zostaje.
Przełom października i listopada to czas, gdy zwyczajowo wspominamy tych, którzy odeszli, dla mnie to moment, żeby się zatrzymać i wspomnieć tych, którzy łowią ryby po drugiej stronie, ponoć tej lepszej. Tylu znajomych, tylu kolegów i tylu przyjaciół eksploruje łowiska po drugiej stronie.
Odwiedziłem więc groby i cmentarze, zapaliłem znicze i podumałem nieco nad marnością i kruchością życia. Niedosyt wędkarski sprawił jednak, że postanowiłem pojawić się nad wodą, zwłaszcza że pogoda rozpieszczała temperaturami, a liście w barwach jesieni cieszyły oczy, zwłaszcza że były oświetlone przez jesienne słońce.
Spragniony kontaktu z rybami postanowiłem postawić na pewnik, by się wyłowić w krótkim czasie, czyli tyczkę.
Pojawiłem się w okolicy godzin południowych na łowisku i rozłożyłem się z całym majdanem, zanętę podałem z kubka i wyjechałem zestawem w łowisko. Pogoda była wspaniała, widoki przecudne.
Ryby tylko współpracowały niemrawo, pasowało mi jednak to tempo, bo pozwoliło pomyśleć. Mogłem podziwiać widoki, grzać plecy w promieniach słońca i dumać.
Złowiłem kilkadziesiąt płoteczek i krąpików, wypiłem kawkę i gdy nadchodził zmierzch i chłód, zwijałem się z całym majdanem i wracałem do domu, do rodziny i bliskich.
Przeczytaj również:
Zimowe łowienie płoci na tyczkę – cisza, śnieg i prawdziwy klimat wędkarstwa.
Tyczka kontra karpie – trzy brania, trzy porażki i jedna ważna decyzja.










Pingback:Jesienne płocie na tyczkę w przededniu100 lat niepodległości Polski. - blog wędkarski rybymojezycie.pl