Zaspałem na karpie – pizza smakuje najlepiej, kiedy nie pachnie rybą…

ryby z synem karp 3

Niedziela 6 września była leniwa, powoli rozchylałem powieki i nie miałem w ogóle ochoty opuszczać ciepłego łóżka i gorącego ciała małżonki. Powolutku jednak wracała mi świadomość i jedna myśl kiełkowała w głowie. Ryby, miałem skoro świt jechać na ryby! Rzut oka na zegarek – 9 godzina. Kur….. pomyślałem, jak to, przecież dwa budziki były ustawione na 4:30 rano.

Miałem sobie do południa łowić karpie, tym razem na metodę. Normalnie lekko mnie to ruszyło. Sprawdzam telefon i szereg skrupulatnie programowanych i dostosowanych do dni tygodnia budzików jest wyłączony. Jak? Zadaję sobie to pytanie, przecież wyłączenie budzika jest mocno intencjonalne i wymaga dodatkowo potwierdzenia. Małżonka przez sen chyba wyczuła narastającą złość we mnie i natychmiast przytuliła się do mnie. Ja w obawie, by jej nie obudzić przedwcześnie, musiałem się uspokoić i mimo wszystko zasnąłem jeszcze na chwilę. Ze snu tym razem brutalnym skokiem na łóżko wyrwał mnie Wojciech. Tato, bardzo chciałbym zrobić dziś pizzę, pomożesz? – usłyszałem. Na śniadanie? – się zapytałem, a synek zdziwiony odpowiedział, że na obiad, tato.

Szybki rzut oka na zegarek pozwolił się spozycjonować w czasoprzestrzeni. W sumie pizza to idealne rozwiązanie, zwłaszcza jak się posiada zapas ciasta w lodówce. Jak się zapewne domyślacie, ja posiadałem. Wojciech z zaangażowaniem zabrał się do wykonywania sosu, ja rozciągnąłem kulki ciasta. Rozgrzałem piekarnik i już kilka minut później przy stole zameldowała się reszta rodziny. Ja, odgrywając Włochów z popularnych rolek w sieci, dzieliłem aromatyczny wyrób autorstwa mojego i Wojciecha. Miło tak zacząć dzień, pomyślałem. Chyba też potrzebowałem większej ilości snu, bo humor mi wrócił i świat stał się ponownie kolorowy. Pomyślałem, że na ryby pojadę po południu, a do tej pory porobię coś z dzieciakami. Te po jedzeniu wyparowały jakoś tak szybko, domyśliłem się więc, że zmywarka jest po mojej stronie. A niech tam mają, pomyślałem, pakując zmywarkę. Perspektywa ryb miała osłodzić mi dzień, więc nie miałem żalu.

Gdy nadeszła pora wyjazdu, przyszedł Wojciech i mówi, że Marysia łowi ryby i on jedzie ze mną, bo musi potrenować. Podoba się dla mnie ta jego koleżanka – pomyślałem sobie, naśladując styl podlaski. Szczęśliwy pobiegłem wrzucić do auta kolejny fotel i dodatkowe feederki. Tak, tego potrzebowałem, ryb z synem. Po drodze oczywiście dałem się naciągnąć na fafoły w sklepie i po kilku chwilach byłem na łowisku. Wojtek sam rozstawił fotel, zmontował wędziska. Na mojej twarzy zagościł uśmiech i przypomniały się chwile, kiedy wagą był podobny do poławianych ryb. Ale ten czas leci, pomyślałem sobie. Ach.

Zasiedliśmy na fotelach. Wojciech sobie coraz śmielej poczynał z wędziskami z kołowrotkiem, a że nie chciałem mu psuć zabawy, nie wtrącałem się. Wojciech zawsze przejawiał miłość do spławika i bata, więc nie było zbytnio okazji do nauki operowania kołowrotkiem. On jednak radził sobie na tyle dobrze, że mogłem go spokojnie zostawić. Jednak koleżanka ma na niego dobry wpływ i przerzuca się na feeder. Postanowiłem nie łowić w bankowych miejscach, by nie zniechęcać Wojciecha. On miał dość regularne brania mimo małej precyzji rzutów, ale na to przyjdzie czas jeszcze, pomyślałem. Łowienie, odhaczanie ryb tak go zaabsorbowało, że całkiem zapomniał o zakupionych wcześniej łakociach. Jednak czas zrobił swoje i ukradkiem patrzyłem, jak walczy ze sobą, raz po raz zerkając na torbę pełną nielegalnych na co dzień w naszym domu smakołyków. Tato, myślisz, że jak zrobię chwilkę przerwy, to ryby przestaną brać? – usłyszałem pełne nadziei pytanie. Myślę, synu, że nie. Ale nie będziesz łowił w moich miejscach? Obiecuję, że nie będę. Po tym oświadczeniu Wojciech wyjął wędki z wody i poszedł nabrać energii na dalsze łowienie. Z wnętrza samochodu dochodził szelest opakowań i błogie pomrukiwanie. Minęła chwila i Wojciech napędzany cukrem ponownie zarzucał swoje zestawy.

Miło mi tak było siedzieć z synem, rozmawiać i łowić. Sielankę przerwało atomowe branie na kiju Wojciecha, ledwo zdążył złapać wędkę. Ja już przeczuwałem, z czym będzie walczył mój syn. Czekała go wielka wściekłość, agresja, upór i siła zamknięta w ciele niedużego karpia. Ja nie wiem, skąd te ryby mają tyle pary i co im tak służy, że sprawiają tyle problemów i radości przy holu. Wojciech dzielnie holował karpia, powoli zyskując przewagę i sapiąc coraz głośniej. Ja szybko zwinąłem pozostałe wędziska, by dać mu przestrzeń. Tato, sam! – usłyszałem jego głos. Tak, sam synu – zagrzewałem go.

Po kilku przeciągających się minutach pojawił się pierwszy raz na wodzie karp. Tato, podbierak! – krzyczy Wojtek. Pakuję do wody wyczynowy podbierak, jednak wiem, że to jeszcze nie koniec holu. To było dopiero przedstawienie się wzajemne tej niedużej, ale wściekłej ryby. Hol przedłuża się coraz bardziej, na twarzy syna widzę coraz większy upór. W sercu rozlała mi się coraz większa duma. W końcu, po przeciągających się minutach holu, ryba ląduje w podbieraku. Tak!!! – krzyczy Wojciech. Mam go, pomyślałem sobie, chyba załapał bakcyla. Tato, szybko rób mu zdjęcie, wyślę Marysi – mówi – i trzeba go szybko wypuścić. Szybka sesja, dwa pytania czy naprawdę wyszły, uwolnienie ryby i chwila pauzy w łowieniu. Zdjęcie trafiło do koleżanek, babć, dziadków, kolegów i wujków.

Połowiliśmy jeszcze z godzinę bez większych sensacji, aż Wojciech zapytał się, czy nie zostało może jeszcze trochę tej pizzy w domu, dając wyraźny sygnał, że na dzisiaj starczy łowienia. Spakowaliśmy sprzęt i na całe szczęście zostało trochę tej pizzy. Świeże powietrze i emocje tak wpłynęły na apetyt Wojciecha, że pierwszy kawałek poszedł bez mycia rąk. Dopiero jak zaspokoił pierwszy głód, zdał sobie sprawę, że pizza bez zapachu ryby smakuje lepiej…

Czytaj również:

Majówka 2023 – karpiowanie jako ucieczka od pędu i powrót nad wodę.

Pożegnanie z Malarami.

Lato nad wodą z rodziną – krótkie wypady, ognisko i dzieci, które łowią lepiej niż dorośli.

Polub lub udostępnij
fb-share-icon
Otagowano , .Dodaj do zakładek Link.

O Paweł Sąsiadek

Paweł Sąsiadek – wędkarz i autor bloga „Ryby Moje Życie”, gdzie dzielę się praktyczną wiedzą prosto znad wody. Łowię różnymi metodami, ale szczególne miejsce w moim wędkarskim świecie zajmują karpie i łowienie na ziarna, które sam przygotowuję i testuję w praktyce. To blog tworzony na doświadczeniu, nie teorii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *