Pierwsze ryby 2023.

Styczeń ostatnimi laty rozpieszcza nas wręcz wiosennymi temperaturami dla mnie zawsze był to start sezonu. W tym roku jednak długo biłem się z myślami czy wnieść składki do związku gdzie ilość wychodzącego brudu oraz postawa czołowych działaczy kłóci się ze statutową ideą która powinna mu przyświecać. Zastanawiając się korzystałem z wiosennej wręcz aury by wypróbować nowy rower. Cieszyłem się nowym nabytkiem, połykałem kilometry i doceniałem dobry zakup. Jednak w sercu była jakaś pustka czułem niedosyt i tęsknotę za ukochanym hobby. Obdzwoniłem wszystkie znane mi łowiska komercyjne niestety albo jeszcze nie działały w nowym sezonie albo też działały jednak ich opiekunowie nie uznają tyczki jako preferowanej metody połowu.

Monopol pzw zmusił mnie do opłaty składek u nich.  Przywiązanie do łowienia ryb zwyciężyło i wniosłem mocno zniesmaczony składki. Nie chodzi mi o szczebel koła gdzie w gruncie rzeczy są wspaniali aktywni ludzie jednak świadomość podziału składek i dodatkowo podwyżki diet dla działaczy na szczeblu okręgu o 100% powodowały mieszane uczucia.

Pojawiłem się więc nad moim łowiskiem uzbrojony w tyczkę w nadziei  na niezłe połowy, sporo wysiłku kosztowało przetaszczenie sprzętu na stanowisko, musiałem wykorzystać własne plecy do celów transportowych. Warunki na łowisku uniemożliwiały dojazd nad wodę a dodatkowo możliwość utknięcia w rozmiękłej glinie i związane z nią koszty zniechęcały do ryzyka.  Rozstawiłem mój kombajn i roli rozłożyłem tyczkę i po gruntowaniu łowiska przystąpiłem do ostatecznego dowilżenia zanęty wstępnie przygotowanej w domu  w komfortowych ciepłych warunkach.
Zanim przystąpiłem do lepienia kul zanętowych nastawiłem czajnik wody i zaparzyłem swój wielki kubeł kawy który za zadanie miał rozgrzewać i sycić zmysły aromatami kawy i przypraw korzennych.

Posłałem trzy kule z ręki w łowisko i pięć kubków bardziej treściwej zanęty, przebrałem się w mój kombinezon i wypiwszy kilka łyków cudownego naparu rozpocząłem połów.   Pierwsza ryba sezonu nie zachwyciła rozmiarami ale ryba jest rybą i dała początek regularnym braniom. Naturalnie po odłowieniu kilkudziesięciu sztuk drobnicy i do nęceniu pojawiła się średnia ryba i towarzyszyła do końca łowienia dając przyjemność z pobytu nad wodą.

Nie było jakiś ciekawych przyłowów jak się później okazało z braku zarybienia i zbyt pazernego podejścia kolegów do zdobywania mięsa, większość zarybieniowej ryby wychodzi z wody w tydzień po zarybieniu i żadna ilość nie potrafi nasycić zapotrzebowania na mięso.  Nic to dłubanie płotek i tak było przyjemne i dało mi chwilę radości i zadowolenia z siebie. Po skończeniu się zanęty i ustaniu brań zacząłem zwijać się   do domu nie miałem jeszcze świadomości że na kolejną wyprawę przyjdzie mi czekać aż do końca marca niestety praca i obowiązki służbowe nie pozwoliły cieszyć się zimowym łowieniem.

Polub lub udostępnij
fb-share-icon
Otagowano , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *