Długo mi było czekać na pierwsze ryby w 2024 roku aż do 11 lutego, wcześniej nie miałem możliwości nawet pomyśleć o tym by pojechać nad wodę. I przyznam się wam że miałem również mieszane uczucia czy opłaca się w tak gorącym dla mnie okresie opłacać kartę wędkarską i te kilka wyjazdów które w sezonie jest mi dane odbyć nie spędzić na łowiskach komercyjnych.
Niestety łowiska komercyjne poszły głównie w karpiowo feederowy nurt i jak już jakiś opiekun łowiska odebrał w lutym telefon; to nie bardzo chciał na nim wędkarza z tyczką i grzecznie odmawiał.
Zmuszony więc byłem wnieść składki w monopoliście który szumnie zwie się związkiem wędkarskim.
Po uregulowaniu formalności postanowiłem zawitać w końcu nad wodę, pogoda była mało sprzyjająca. Ciągłe opady deszczu ze śniegiem skutecznie zniechęciłyby każdego do wyprawy nad wodę ale nie mnie wygłodniałego po dwóch miesiącach wędkarskiego postu. Odpowiednie ubranie plus mój wierny parasol zapewniały odpowiedni komfort termiczny a termos z kawą zapobiegał szybkiemu wychłodzeniu organizmu.
Przyznam się wam że miałem nadzieję że spotkam się z zarybieniowym karpiem a niedawne zarybienie sprzyjało takiej możliwości. Mimo wszystko przygotowałem zanętę typowo na płocie ale też zabrałem drobny pellet by wsypać go w okolicy miejsca głównego nęcenia. Moja taktyka mnie nie zawiodła i po odłowieniu kilkunastu płoci zanotowałem typowo karpiowe drgniecie spławika. Tym co nie mieli okazji doświadczyć brania karpia w zimnej wodzie na spławik powiem ze jest to dwu milimetrowe przytopienie spławika w gramaturze 0,06g. Sam jestem do tej pory zdziwiony że ryba znana z gwałtownych brań i odjazdów przy niskiej temperaturze wody bierze tak delikatnie.
Udało się zaciąć w tempo rybę i stoczyć z nią kilka minut fajnej walki po dłuższej chwili karpik zagościł w podbieraku i wywołał na moich ustach szeroki uśmiech. W nadziei na więcej emocjonujących holi dosypałem co nieco pelletu i dołożyłem trzy kubki zanęty. Chwilę przerwy w braniach wykorzystałem na kilka łyków ciepłej kawy i po jakiś 5 minutach holowałem tym razem szczupaka który musiał poszukiwać łatwego żeru przy mojej zanęcie. Wyjaśniło to od razu zanik brań płoci. Szczupak swoim zwyczajem odgryzł przypon tuż pod nogami ale przestał przeszkadzać w łowieniu bo po 10 minutach odławiałem kolejne płoteczki. Po niecałej godzinie miałem kolejne brania karpia, niestety walkę przegrałem bo nie mogłem rozłączyć 5 elementu, karp się zerwał a ja biedziłem się jak rozłączyć nieszczęsny 5 element od tyczki, pomogła gazowana woda i trochę sprytu. Po blisko pół godzinnej walce o rozłączenie elementu stwierdziłem ze starczy już wrażeń jak na pierwsze ryby. Złożyłem więc sprzęt i wróciłem do domu by ustalić przyczynę zakleszczenia złącza. Nic nie udało mi się znaleźć ale profilaktycznie wykąpałem całą tyczkę i nałożyłem świeży grafit na złącza.







