Przychodzi taki czas że kolekcja potrzebnego i niezbędnego nad wodą sprzętu rozrasta się do granic możliwości i poprzednie opakowania pękają w szwach co z kolei powoduje konieczność ciągłego przekładania i wykładania akcesoriów.
Oczywiście można pakować się tylko do jednej metody ale jak się łowi w sposób taki jak ja że warunki na łowisku determinują metodę połowu to niestety trzeba targać ze sobą ze dwadzieścia kilka kilo sprzętu.
Długo szukałem idealnego rozwiązania dla transportu ekwipunku i długo dumałem nad zakupem czegoś co nie zrujnuje już i tak zrujnowanego budżetu domowego. Jakiś czas zastanawiałem się nad wyczynowym siedziskiem i koszem do transportu sprzętu tylko takie rozwiązanie przy mojej słusznej aczkolwiek stale zmniejszającej się masie nie zamknęło by się w jednym tysiącu zł a pewnie rozmieniło by kolejne dwa. Kolejnym minusem było była by konieczność przerobienia mojego VW polo na pickupa bo za nic nie dało by się wcisnąć tam kosza . Czytaj dalej….



W niedzielę 23.03.2014 jakoś nie bardzo mogłem spać jako że rzadko mam problemy ze spaniem (stwierdzenie to należy czytać ze potrafię usnąć nawet na stojąco), to bardzo minie fakt bezsenności zirytował. Więc leżałem sobie od godziny 4 w łóżku i myślałem jak by tu zmusić się do przespania jeszcze kolejnych kilku godzin i nic nie przychodziło mi do głowy, alkohol w grę nie wchodził ponieważ jestem wiecznym niedzielnym kierowcą który musi obsłużyć swoją familię na drodze dom kościół i kościół dom, a jak wiadomo jeżdżenie pod wpływem nie jest dobre ani dla otoczenia ani dla samego kierującego. Wytrzymałem w łóżku do godziny 5 i tylko jedna myśl przyszła mi do głowy ryby jadę do 10 i postanowione. 

Wszelkie prognozy dotyczące brań ryb wskazywały na dzień 14.03.2014 jako obiecujący a nawet bardzo obiecujący. A ja będąc na urlopie nie potrafiłem znaleźć wolnego czasu na połapanie ryb. Jeszcze od rana jak na złość wszystko szło nie tak jak powinno i się psuło co powodowało u mnie raczej czarny nastrój w tak słonecznym dniu. Ale dalszym następstwom dnia który tak paskudnie się zaczął zapobiegła moja małżonka mówiąc “Kotek nie denerwuj się pojedź na ryby i odpocznij chwilę, zrób sobie chwilę przerwy”. W ten sposób uzyskawszy przepustkę wybrałem się na glinianki w celu uspokojenia skołatanych nerwów i zrelaksowania się odrobinkę. W czasie pakowania samochodu do wyprawy dołączył jeszcze najmłodszy brat który podjął się operować aparatem w którym po chwili wyczerpały się jak na złość akumulatory i resztę fotek dopstrykał telefonem. 
Jestem w posiadaniu Tri-poda Trend od roku 2012. Tri-pod pomimo niewygórowanej ceny 150 zł służy już trzeci sezon, dzielnie znosząc niepogodę i ciężkie terenowe warunki.