Maj płynął niezwykle szybko, a ja nadal prostowałem sprawy w organach związkowych zwanych szumnie sądami koleżeńskim, szanowni koledzy nie spodziewali się jednak że ktokolwiek sprzeciwi się ich działaniom i nie pozwoli sobie w kaszę dmuchać. Nie spodziewali się osoby z doświadczeniem i potrafiącej co nieco czytać, dodatkowo wspartej przez bardzo pomocną kancelarię adwokacką i przesympatyczną Panią Mecenas. Może będzie to materiał na osobny wpis zastanowię się czy takimi wspomnieniami kalać mojego bloga.
Dobrnąłem do piątku 22 maja 2021 roku, w tym dniu dzięki uprzejmości kolegów z Koła Elektrownia uzyskaliśmy możliwość rozegrania zawodów na uwielbianym przeze mnie łowisku Śródlesie 2. Niestety nie brałem w nich bezpośrednio udziału ale miałem zaszczyt i przyjemność sędziować zawody. Koledzy zgodzili się bym w sektorze przeznaczonym dla sędziów mógł umilać sobie czas korzystając z feederów. Skwapliwie więc z tego korzystałem i po rozpoczęciu zawodów rozstawiłem kosz i namoczyłem srogą ilość pelletów w dwóch smakach. Szybko wysądowałem łowisko i oddałem się z wielkim zaangażowaniem połowowi leszczy w sporej liczbie zamieszkujących ten zbiornik. Przyjemność musiałem przerwać sobie gdyż podjąłem się również transportu poczęstunków przewidzianych na zawodach. Szanowni musicie mi uwierzyć że odebranie pieczonki ze świni z piekarni jest prostsze niż jej transport. Ciężko jest prowadzić pojazd i jednocześnie przełykać ślinę która w bardzo obfitej ilości wydziela się zalewając usta. A że punktów przygotowujących poczęstunek miałem do zaliczenia kilka tylko regularnym treningom na basenach zawdzięczam to że nie utopiłem się w własnej ślinie. Takie wrażenia miałem kilkukrotnie podczas trwania zawodów. Jednak przebiły je wrażenia wędkarskie, leszcze postanowiły tak podłechtać moje wędkarskie ego że poławianie ich na dwie wędki stało się niemożliwe, skupiałem się więc tylko na jednej wędce. Nagle jednak nastąpiło bardzo poważne ugięcie nie tylko szczytówki ale i jednej trzeciej wędzika. Wiedziałem że żaden leszcz na tym zbiorniku takiego wyczynu nie może dokonać i jak się słusznie spodziewałem na feederze zameldował się oscylujący w okolicach dziewięciu kilogramów, wspaniały śródleśny karp. Kilkanaście minut przyjemności z holu i już pozowałem do zdjęcia z zacną rybą. Zdjęcia wykonał kolega Piotr który ostatnimi czasy miewa mocne zacięcie fotograficzne.
Po tak wspaniałym przyłowie wróciłem do łowienia leszczy i cudownego spędzania czasu przerywanego ważeniem ryb i rozwożeniem posiłków. Czas zawodów jak zawsze szybko dobiegł końca wygrali kolega Jarosław i Andrzej. A ja szczęśliwy i wyłowiony wracałem po weekendzie pełnym relaksu do domu, by pobyć ostanie chwile z rodziną przed ciężkim tygodniem w pracy.





































