Nie brak ryb mnie wygonił… tylko brak szacunku do przyrody.
W niedzielę 20 października postanowiłem zażyć nieco uroków jesieni i pojawić się na Dąbrowskich gliniankach, patrząc jednak z perspektywy czasu był to swojego rodzaju błąd. Pojawiłem się późno na łowisku bo około 12 w południe, nie liczyłem na jakieś spektakularne efekty ale chciałem posiedzieć nad wodą i podładować do cna wyczerpane akumulatory. Nie było dla mnie żadnym zaskoczeniem to że zastałem tam wielu wędkarzy cieszących się łowiskiem i jak się z rozmów okazało rybami które im dopisywały. W oczy rzucił mi się od razu pozostawiony bezpańsko wór śmieci.
Sytuacja nieco mnie oburzyła jednak kilka lat temu stwierdziłem że nie będę sprzątał po innych śmieci, koniec ze zwożeniem z różnych łowisk zamiast ryb śmieciowych worów których to wywóz pokrywam z własnej kieszeni. Napisałem na kołowej grupie fb co o tym myślę i że tym razem śmieci nie znikną.
Śmieci zaśmieciły tak moją głowę że nie wytrzymałem dwudziestu minut nad wodą.
Zamiast relaksu wzrastała frustracja na postawę wędkarza korzystającego z tak zadbanego łowiska. Wędkarza raczej nowoczesnego bo łowiącego w duchu nokill a zachowującego się jak wyśmiewany na różnych forach filcak.
Nie wytrzymałem dłużej sytuacji mimo długich okresów postu wędkarskiego, nie chciałem łowić w pobliżu śmieci.
Spakowałem się i wróciłem do domu gdzie odbyłem długi spacer po przepięknym jesiennym lesie z małżonką i z mojej głowy te śmieci nie chciały wyjść.
Podjąłem w tedy pewne decyzję, decyzję którymi mam nadzieję że będzie mi dane pochwalić się wam w niedługim czasie.
Dodam na zakończenie śmieciowego wpisu że byłem ponownie na łowisku 17 listopada i te śmieci nadal tam leżą tyle że już wzbogacone o dodatkowe ślady świadczące że wędkarze nie potrafią się zachować jak coś mają za darmo i jest to ich wspólne dobro …



