Czas tradycyjnie pędził w sposób niesamowity i pracując dzielnie przy malowaniu elewacji mojego domu nie wykorzystywałem w pełni urlopu do odpoczynku. W niedzielę 18 lipca spragniony kontaktu z rybami wygospodarowałem chwilę dla siebie by oddać się pasji która sprawia mi tyle radości i przyjemności. Zafascynowany nowymi feederami chciałem ponownie dać im szansę na spotkanie z jakimiś bardziej zacnymi przedstawicielami ichtiofauny zamieszkującymi moje glinianki.
Zdecydowałem się na spakowanie kombajnu i wykorzystaniu ramienia do feedera. Bardzo zacząłem cenić sobie komfort korzystania z profesjonalnego siedziska, jest wszystko pod ręką i zachowana jest pełna ergonomia. Jedynymi minusami siedziska to jego gabaryty i waga gdy nie ma możliwości dostarczenia tego akcesorium w pobliże łowiska samochodem stajom się co nieco kłopotliwe, gdy trzeba targać je na własnym grzbiecie. Nie mniej rozstawiłem kosz, namoczyłem pellety, zaparzyłem srogi kubeł kawy i powoli wymościłem się na moim siedzisku. Nie zarzucałem jednak od razu zestawów, dałem sobie chwilę na obserwacje przyrody i złapanie oddechu. Jak miło było ponownie znaleźć się nad wodą i móc chłonąć całym sobą pozytywną energie którą sam fakt znalezienia się w tak cudownych okolicznościach daje. Po kilku chwilach przystąpiłem do łowienia, stabilne siedzisko pozwala łatwiej zachować precyzje łowienia. W pełni więc wykorzystałem ten fakt i skupiłem się na jak najmniejszym obszarze. Jak już wielokrotnie wspominałem w moich wpisach, precyzja jest kluczem do mojego łowiska, byłe wyrobisko gliny ma bardzo nieregularne dno ze spadkami półkami i rym razem łowiłem na półeczce która znajduje się może na 80cm głębokości ale jest gorąca gdyż towarzyszy jej dość ostry spadek na około 2,8m. Na wyniki nie musiałem długo czekać, nie było co prawda jakiś specjalnie wielkich ryb nie mniej liczba brań i holi była satysfakcjonująca. Po czterech godzinach zmęczony i zadowolony wracałem do domu. Gdzie czekały na mnie już moje pociech gotowe by pojechać z tatą na rowery…








