Pierwsza tura zawodów Gpx Koła Dąbrowa.

Nadszedł dzień trzydziestego kwietnia, dzień mojego startu w pierwszej turze zawodów grandprix koła Dąbrowa. Dla mnie był to szczególny dzień gdyż po raz pierwszy startowałem zarówno jako zawodnik ale i wespół organizator zawodów. Dodatkowo pikanterii mojemu startowi dodawał fakt że w ręku po raz trzeci trzymałem moje nowe wędzisko wyczynowe. Miałem wielkie nadzieje z metodą skróconego zestawu ale nadzieje nadziejami filmy wędkarskie filmami a brutalna rzeczywistość , rzeczywistością. Tak więc w zawodach wzięło udział jedenastu zawodników z czego trzech poławiało właśnie na tyczkę.  Czytaj dalej….

Rozpoczęcie sezonu z Nanobaits

Wielkimi krokami nadszedł dzień dwudziestego kwietnia 2017r i nareszcie wystartowałem w długo oczekiwanych zawodach karpiowych organizowanych przez firmę Nanobaits na łowisku Ademac w Pruszkowie. Prognozy pogody nie były optymistyczne więc do mojej wysłużonej przyczepy zapakowałem dodatkowe butle z gazem i poprosiłem mojego team partnera o zabranie swojego piecyka. Na łowisku Ademac pojawiłem się w okolicy godziny piętnastej i wraz z Markiem dokonaliśmy formalności związanych z zapisami i losowaniem. Po losowaniu rozjechaliśmy się na stanowiska  rozstawiliśmy biwak i udaliśmy się  na imprezę integracyjną której główną atrakcją było pieczone prosię. Czytaj dalej….

Kwiecień plecień.

Kwiecień plecień, bo przeplata trochę zimy, trochę lata. Jak wspaniale sprawdziło się to ludowe przysłowie w końcówce kwietnia. Przepiękna wiosenna aura brutalnie została przytłoczona przez zimową. Jak surrealistycznie wyglądała wiosenna  młoda zieleń oprószona białym puchem i takie widoki miałem przyjemność podziwiać tuż przed zawodami z którymi wiązałem wielkie nadzieje.
Siedziałem sobie w kabinie mojej dzielnej skody i grzałem zziębnięte dłonie przy moim gazowym piecyku nasłuchując dźwięku centralki i obserwując jak pod białym puchem znika wspominana  zieleń.
Myślałem jak dziwna potrafi być aura i sączyłem aromatyczną kawę. Gdy z odrętwienia wyrwał mnie pisk centrali. Błyskawicznie byłem przy wędkach i nawiązałem kontakt z rybą  niestety poczułem dwa walnięcia łbem i na wędce dał się odczuć jak że bolesny luz. Czytaj dalej….

Wędkarski śmigus dyngus.

Mawia się „Święta, Święta i po Świętach”  tak też błyskawicznie przeleciała mi Wielkanoc roku dwa tysiące siedemnastego  dobrnąłem więc do Lanego Poniedziałku i szczerze mówiąc nie musiałem za bardzo nikogo polewać gdyż niebiosa często rosiły ludzi rzęsistym deszczem ale by nie było ponuro równie często wyglądało słońce.
Staram się bardzo pilnować tradycji w mojej rodzinie więc razem z synami zaplanowałem zasadzkę na córkę, żonę i babcię. Kobiety zostały obficie polane i było przy tym masę uciechy i zabawy. Tradycyjnie w święta staram się też rodzinnie bywać w kościele więc i tej części przeżywania świąt nie mogło zabraknąć  niestety najmłodszy syn stwierdził że będzie spał tylko w ruchu wiec przez całą mszę wędrowałem z wózkiem do okoła kościoła.
Po rodzinnym obiedzie małżonka postanowiła zwizytować teściów a ja nie bardzo utrzymuję z nimi kontakty rodzinne postanowiłem wolny czas wykorzystać na około cztero godzinną zasiadkę. Czytaj dalej….

Wielkanocne amury.

W życiu każdego żołnierza służba cały czas ściera się z życiem rodzinnym ciągle trzeba godzić ze sobą dwie role bycie żołnierzem i bycie głową rodziny. Tak i mi nie sprzyjało żołnierskie szczęście i zostałem wyznaczony do służby w Wielką Sobotę. Oczywiście nie było innej możliwości jak przyjęcie służby i jej odbycie tak więc dobrnąłem do niedzieli szesnastego kwietnia. Czytaj dalej….

Pierwsze próby z tyczką.

Od dłuższego czasu zafascynowany wędkarstwem wyczynowym nosiłem się z zakupem wyczynowego wędziska do łowienia zestawem skróconym popularnie zarwanym tyczką. Tak się składa że jeżeli chodzi o sprzęt wędkarski to jego zorganizowanie przychodzi mi z wyjątkową łatwością. Jednak nie mając doświadczeń w wędkarstwie wyczynowym poszedłem za radą forumowiczów i szukałem używanej tyczki z wyższej półki. Powiem szczerze że ze względu na nierzetelność ludzi trzykrotne próby zakupienia czegoś używanego spaliły na panewce. Więc sfrustrowany kupiłem nowe wędzisko i jak narzazie decyzji tej nie żałuję. Czytaj dalej….

Kwietniowe karpiowe nosferatu.

Wiosna na dobre zagościła w przyrodzie uśpione snem zimowym życie eksplodowało tysiącem wczesnowiosennych świeżych i soczystych barw. Długo wyczekiwane ciepłe wiosenne dni  mimo swojej wspaniałości budziły w moim wędkarskim sercu smutek. Smutek z racji braku czasu na wyprawę na ryby. Jak wspominałem wielokrotnie już we wcześniejszych wpisach musiałem i zarazem bardzo chciałem przedłożyć obowiązki rodzinno rodzicielskie nad ukochane hobby.
Nie powiem aby sytuacja była dla mnie szczególnie bolesna bo niedostatki z wrażeń z nad wody uzupełniały wspaniałe chwile z dziećmi i cieszyły mnie coraz bardziej zacieśniające się relacje rodzinne. Czytaj dalej….

Pierwsza zasiadka sezonu 2017.

Czas płynął wartko niczym woda górskim strumieniu zasilanym wiosennymi roztopami. Nie tak całkiem dawno latałem po lodowej tafli wydłubując zimowe pasiaki, płocie i wzdręgi z przerębli. I nim zdałem sobie sprawę z upływu czasu nastał dzień dwudziestego drugiego marca. Oficjalne kilkanaście godzin wcześniej rozpoczęła się wiosna a ja zajęty obowiązkami rodzicielskimi marzyłem o chociaż kilkunastu minutach nad wodą. Umówione wizyty u lekarzy specjalistów moich pociech nałożyły się i spowodowało to Czytaj dalej….

Zimowe refleksje z nad lodu.

Mija kolejny tydzień mojego zimowego urlopu. Na świecie od trzech tygodni jest o jednego członka mojej rodziny więcej. Aura aczkolwiek zimowa zmienia swe oblicze diametralnie. Codziennie dostarczając moim zmysłom nowych wrażeń. Dzięki możliwości łowienia pod lodowego zima przestała być dla mojej osoby czasem jałowym wędkarsko kiedy już późną jesienią przygotowany z niecierpliwością czekałem na rozpoczęcie sezonu. Czytaj dalej….

Pod lodowe koncertowanie.

Cały tydzień mocno kontuzjowany myślałem raczej o lekarzach niż o rybach jednak gdzieś w głowie malował się obraz mnie idącego przez pokryty białym, skrzypiącym, puchem świat dzierżącego w ręku bałałajkę i pierzchnię. Przyznam się szczerze że rozsmakowałem się w krótkich pod lodowych wypadach na ryby. Pokochałem tę pod lodową magię, dłubanie dziur w lodzie i wyłuskiwanie jak na razie małych okonków. Czytaj dalej….