30 dni bez ryb… i jedno wyjście na tyczkę, które zmieniło wszystko.

IMAG1756

Nie szukałem idealnych warunków na tyczkę… tylko wody bez lodu.

Czas ponownie grał mi na nosie. Świat co nieco się ochłodził, dni stały się niezwykle krótkie, a intensywność zadań w pracy nie pozwalała na pobyt nad wodą. Dodatkowo kilkudniowe przymrozki pokrzyżowały mi plany odnośnie wędkarskich eskapad. Nim się obejrzałem, na świecie był 19 grudnia 2019 r., a ja od trzydziestu dni nie wędkowałem. Będąc ryboholikiem, byłem na głodzie tak wielkim, że z rozpaczą szukałem rozmarzniętego łowiska, by tylko spróbować połowić w zimowych warunkach. Jak wielokrotnie na łamach bloga wspominałem, zimowe łowienie jest jednym z najlepszych, jakie może wędkarzowi się przytrafić.

Przy odrobinie wędkarskiego szczęścia oraz finezji jesteśmy w stanie osiągać niesamowite efekty. Na całe szczęście wędkarze boją się mrozu i nieprzychylnej pogody, zostawiając całe łowiska dla mnie. Przyznam, że udało mi się zaszczepić zimowe wędkowanie w duszach kilku przyjaciół, a pracując z wędkarską bracią, poznałem kilku wariatów takich jak ja, dla których nie ma nieodpowiedniej pogody, jest tylko nieodpowiedni ubiór.

Lata wędkowania pozwoliły mi skompletować komfortowe, wygodne ubrania na zimne dni. Po udanych eksperymentach z umundurowaniem państw wszelakich skłoniłem się mimo wszystko ku odzieży dedykowanej myśliwym. Mimo nieco odmiennych kamuflaży niż wędkarskie, preferuję odzież myśliwską ze względu na komfort i przede wszystkim dość przystępne ceny.

Po krótkich poszukiwaniach udało mi się zająć stanowisko na moim zbiorniku złów i wypuść, który w połowie był wolny od lodu. Niestety najgłębsze części zbiornika pokryte były lodem, więc nie mając wyboru, zasiadłem na metrowej wodzie, bardzo sceptycznie nastawiony do tak płytkiego miejsca. Zanętę w całości podałem kubkiem, by powodować jak najmniej hałasu.

Mój sceptycyzm odnośnie tak płytkiej wody szybko został rozwiany, gdy spławik co nieco się wynurzył i po chwili w podbieraku miałem podleszczyka, coś koło 200–300 g. Jak na zimę i tak płytkie miejsce uznałem rybę za przyzwoitą. Ucieszony pierwszą rybą ponownie wyjechałem tyczką i po niespełna czterech minutach na haku zameldował się kolejny podleszczyk.

Łowisko darzyło mnie rybami w przyzwoitych odstępach czasu, a donęcanie malutką kuleczką zanęty z kubka co rybę nie pozwalało się nudzić. Niestety awaria telefonu nie pozwoliła uwiecznić wszystkich rybek złowionych tego dnia. A łowiłem dopóki nie skończyła mi się zanęta na donęcanie. Posiedziałem jeszcze dwadzieścia minut i nie odnotowawszy zainteresowania ryb przynętą, zwinąłem cały majdan i wróciłem do ciepłego domu, gdzie czekała uśmiechnięta małżonka z ciepłym obiadem, który smakował wybornie po spędzeniu kilku godzin na chłodzie.

Zdziwiony, że nie słyszę wyrzutów od drugiej połowy, zapytałem, o co chodzi, a moje kochanie z figlarnym błyskiem w oczach odpowiedziało, że potrzebowałem tej wyprawy, bo całkiem inaczej wyglądam.

Przeczytaj rówież:

Jak łowić batem w marcu? Sprawdź prostą i skuteczną taktykę spławikową, przygotowanie zestawu i praktykę z łowiska.

Jak złowić pierwsze ryby w 2024 roku – zimowe łowienie na tyczkę (luty).

Poranek nad wodą i tyczka – kwietniowe łowienie, które daje więcej niż wynik.

Polub lub udostępnij
fb-share-icon
Otagowano , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

O Paweł Sąsiadek

Paweł Sąsiadek – wędkarz i autor bloga „Ryby Moje Życie”, gdzie dzielę się praktyczną wiedzą prosto znad wody. Łowię różnymi metodami, ale szczególne miejsce w moim wędkarskim świecie zajmują karpie i łowienie na ziarna, które sam przygotowuję i testuję w praktyce. To blog tworzony na doświadczeniu, nie teorii.

Jedna odpowiedź na „30 dni bez ryb… i jedno wyjście na tyczkę, które zmieniło wszystko.

  1. Pingback:Pierwsza wyprawa 2018r. - tyczka która dała fantastyczne płocie. - blog wędkarski rybymojezycie.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *