Możesz zrobić wszystko.. nie odnieść sukcesu a i tak wrócić szczęśliwym.
Czas, jak to miał w zwyczaju, parł naprzód, a wszystko w przyrodzie przemijało. Eksplozja kolorowych liści przypominała, że kolejny raz natura zatoczyła krąg życia, a śmierć, jako jego naturalna część, zaczyna zbierać swoje żniwo. Magia złotej polskiej jesieni, bogactwo kolorów i wspaniałe słońce robiły swoje.
Czy wędkarz potrzebuje więcej impulsów, by stawić się nad wodą? Ja nie potrzebowałem. Pojawiłem się tam w niedzielę, siódmego października.
Gdy dotarłem nad wodę, niezmąconą nawet najmniejszą falą, mogłem nacieszyć oczy jednym z piękniejszych widoków, jakie zafundowała mi przyroda. Gra kolorów i światła, cudowne połączenie błękitu nieba z bogactwem barw obumierających liści. Moja dusza już chłonęła klimat jesiennego łowienia.
Nie zdawałem sobie jeszcze sprawy z tego, że wyprawa ta przyniesie mi zerową liczbę ryb, a chęć ich złowienia zmusi mnie do czterokrotnej zmiany miejsca połowu. Mimo wysiłków i zastosowania wszystkich sztuczek nie nawiązałem kontaktu nawet z najmniejszą rybą.
W końcu, poddawszy się, spakowałem cały majdan do auta i zająłem się tym, co wydało mi się najlepszym wyjściem z tej sytuacji. Przysiadłem na brzozowej ławce i wystawiłem ciało na działanie wspaniale ciepłych promieni słonecznych. Chłonąłem każdy aspekt jesiennych wspaniałości.
Posiedziałem tak dobre dwie godziny, sącząc termos kawy. Cudownie odprężony i wygrzany słońcem wracałem do domu o kiju, ale z lekką duszą.
Przeczytaj również:
Jak złowić pierwsze ryby w 2024 roku – zimowe łowienie na tyczkę (luty).










