Ostatni dzień urlopu- ryby również wybrały się na urlop.

IMAG0205

Możesz nie złowić żanej ryby… ale zabrać ze sobą coświecej.

Urlop chylił się ku końcowi, a właściwie siedemnasty września był jego ostatnim dniem. Moja małżonka, w przededniu tego dnia, który wywoływał u mnie chandrę, przytuliła mnie i przepraszając powiedziała, że wie, iż nie połowiłem na urlopie. Ja mimo wszystko uśmiechnąłem się i odpowiedziałem, że to nieistotne, bo i tak cudownie spędzałem czas z wami.

W ten sposób konwersując, siedzieliśmy na kanapie, sącząc schłodzone smakowe piwko i nasłuchując śpiących pociech. Moja zacna połowa sama wyszła z propozycją, bym chociaż ten ostatni dzień spędził na rybach. Niestety na taki luksus nie mogłem sobie pozwolić, gdyż tradycyjnie musiałem przygotować się do pełnienia obowiązków służbowych. Mimo to we wczesnych godzinach porannych udałem się nad wodę.

Po dotarciu na łowisko moim oczom ukazała się kraina pokryta białą rosą i spowita mlecznobiałym oparem. Wielkie krople rosy osiadały na pajęczynach i tworzyły bajeczne korale. Wilgotne, rześkie powietrze cudownie pieściło płuca. Nie chcąc tracić nic z tego pięknego poranka, szybko rozłożyłem wędziska, wywiozłem zestawy oraz zaparzyłem kubeł kawy.

Zasiadłem w chłodzie i wilgoci, właściwie już jesiennego poranka, i całym swoim jestestwem chłonąłem doznania, których dostarczała mi natura. Na wschodzie pierwszy poblask dnia i pojawiającego się zza horyzontu słońca barwił niebo i oświetlał kłęby oparów unoszące się malowniczo nad wodą. W duchu łajałem siebie za to, że zakupiony porządny aparat, właśnie po to, by uwieczniać tak cudowne chwile, leży na półce w domu, a aparat wbudowany w telefon nie jest w stanie oddać nawet dwudziestu procent piękna budzącego się poranka.

Trwałem tak w oczekiwaniu i przemyśleniach do godziny dziesiątej. Słońce wysuszyło poranną wilgoć i rozgrzało mnie po kilku godzinach chłodu. Powoli zaczynałem marzyć o jakimś braniu, lecz po chwili stwierdziłem, że w sumie dobrze, iż się go nie doczekałem. Dzięki brakowi brań mogłem w spokoju poukładać sobie myśli i pobyć chwilę w stanie, w którym głowa jest wolna od nadmiaru przemyśleń i nastawiona jedynie na czerpanie doznań z piękna przyrody.

Mimo że tym razem żaden telefon nie wzywał mnie do domu, uznałem, że gdy dzieci są w szkole, a najmłodszy syn śpi, znajdziemy z moją drugą połową czas dla siebie i spędzimy kilka miłych chwil razem. Po drodze wpadłem do sklepu, kupiłem trochę słodkości do kawy i udałem się do domu. Tam z kolei spędziłem świetne przedpołudnie z małżonką, siedząc na fotelach i wspominając wakacyjny czas.

Przeczytaj również:

Czarny Karp dla Powodzian – zawody karpiowe, presja wyniku i walka o przełamanie.

Powrót na ryby po covidzie – osłabienie, emocje i pierwszy karp.

Lato nad wodą z rodziną – krótkie wypady, ognisko i dzieci, które łowią lepiej niż dorośli.

Polub lub udostępnij
fb-share-icon
Otagowano , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

O Paweł Sąsiadek

Paweł Sąsiadek – wędkarz i autor bloga „Ryby Moje Życie”, gdzie dzielę się praktyczną wiedzą prosto znad wody. Łowię różnymi metodami, ale szczególne miejsce w moim wędkarskim świecie zajmują karpie i łowienie na ziarna, które sam przygotowuję i testuję w praktyce. To blog tworzony na doświadczeniu, nie teorii.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *