Zakończenie urlopu na rybach – feeder i skuteczne łowienie karpi.

tyt karp urlop wyprawa 11

Nie zakończyłem urlopu… dopóki nie postawiłem feedera nad wodą.

Urlop skończył się szybciej, niż mogłem się tego spodziewać. Świat oglądany oczami człowieka, który ma wracać do pracy, stracił co nieco na swojej wspaniałości. Serce ściskał jakiś żal za rybami, które mógłbym jeszcze złowić, a tego z braku czasu nie zrobiłem. Zostały mi ostatnie dwa dni weekendu i mimo fantastycznego czasu spędzonego z dziećmi, czegoś mimo wszystko mi brakowało.

Jak się moi drodzy domyślicie, brakowało mi kontaktu z przyrodą i tego spokoju, który płynie z samego faktu spoglądania na wędki na tle wody. Żona swoim kobiecym zmysłem wyczuła, co dzieje się w mojej głowie i sama wyszła z propozycją, bym spędził kilka godzin po południu nad wodą. Przytuliłem drugą połowę i nie patrząc na niezrealizowane zadania w domu, pojawiłem się nad wodą, która jest mi najbliższa ze wszystkich, dosłownie i parafrazując, najbliższa sercu.

Auto miałem opróżnione ze sprzętu wędkarskiego, jednak włożenie fotela i sprzętu feederowego zajęło mi dosłownie minutę. Po chwili byłem na łowisku i co jakiś czas mieszałem dochodzący pellet w pojemniku, w międzyczasie rozkładając wędki. Po drodze zaopatrzyłem się w erzac piwa bijący z etykiety cyfrą 0%, mimo wszystko zimny i cudownie gaszący pragnienie.

Zarzuciłem feedery i czekałem wędkarskich wyzwań, w duchu licząc na spotkanie z karpiem, które grasując w ogromnej przewadze na moim zbiorniku w wadze od 3 do 12 kg, znakomicie testują wytrzymałość wędkarskich zestawów i nerwy podczas holu. Pierwsze dwa brania zakończyły się na korzyść ryb, jednak tuż przed samym wieczorem na macie zameldował się bardzo ciekawie ułuszczony karp, którego co jakiś czas już udawało mi się łowić.

Tak, zakańczając dzień 31 sierpnia, powróciłem do domu, gdzie przywitał mnie najpierw cudowny zapach kolacji i niezwykła, jak na godzinę 21, cisza. Małżonka z uśmiechem zameldowała, że dzieci padły wymęczone zabawą z tatą i mamy teraz co nieco czasu dla siebie.

Ranek pierwszego września był pod znakiem niedospania i cudownego nocnego zmęczenia. Niemniej w tyle głowy bardzo chciałem jeszcze raz, na zakończenie urlopu, udać się nad wodę.

Z pomocą przyszli dziadkowie, porywając małżonkę z dziećmi do siebie, a ja po kilkugodzinnej drzemce, w godzinach mocno popołudniowych, ponownie rozkładałem feedery na łowisku.

Czułem w duchu, że połowię w dniu dzisiejszym i przeczucia potwierdziły się w stu procentach. Cztery spinki pod samymi nogami, a na deser szalony karp bliski masie dziewięciu kilogramów, plus jeszcze dwie przegrane walki z karpiami przed dwudziestą pierwszą, to były wrażenia, których skutki nie pozwoliły mi zasnąć blisko do pierwszej w nocy.

Tak że pierwszy dzień pracy zaliczałem z czterema godzinami snu na koncie i worami pod oczami. Podsumowując wspaniały weekend nad wodą, muszę przyznać, że urlop zakończyłem godnie i mimo niewielu wędkarskich wypraw i tak byłem z niego bardzo zadowolony.

Przeczytaj również:

Method feeder w marcu – szybkie karpie mimo presji i trudnego łowiska.

Nie miałem czasu na ryby… więc ich potrzebowałem najbardziej

Lato nad wodą z rodziną – krótkie wypady, ognisko i dzieci, które łowią lepiej niż dorośli.

Polub lub udostępnij
fb-share-icon
Otagowano , , , , .Dodaj do zakładek Link.

O Paweł Sąsiadek

Paweł Sąsiadek – wędkarz i autor bloga „Ryby Moje Życie”, gdzie dzielę się praktyczną wiedzą prosto znad wody. Łowię różnymi metodami, ale szczególne miejsce w moim wędkarskim świecie zajmują karpie i łowienie na ziarna, które sam przygotowuję i testuję w praktyce. To blog tworzony na doświadczeniu, nie teorii.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *