Zimowy feeder na kanale – pierwsza ryba sezonu i lekcje z łowienia w nurcie pierwsza wyprawa 2020.

IMG 20200105 132658

Przestałem udawać, że wiem… i zacząłem słuchać tych, którzy łowią feederem.

Pierwszą wyprawę w nowym roku planowałem na dzień pierwszego stycznia. Niestety nadmierne spożycie środków zawierających alkohol napawało mnie obawą co do możliwości prowadzenia przeze mnie pojazdów mechanicznych zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa. Tradycyjnie przeciągnęło się do 5 stycznia, gdy ponownie zostałem zaproszony na wyprawę. Miał nam towarzyszyć kolega Tomasz, który łowiąc zawodniczo i od kilku lat reprezentując znane marki wędkarskie, zawsze podzieli się wiedzą, podpowie oraz zademonstruje trochę z zawodniczego kunsztu.

Wyprawy takie można potraktować jako szkoleniowe, dzięki nim można później amatorsko błyszczeć na swoim łowisku. Miejsce łowienia zależało od dostępności wody, gdyż większość stawów i wyrobisk pokryła się lodem. Wybór, mimo wiatru, padł na kanał w centrum miasta. Po rekonesansie, obawiając się o sprzęt, postanowiłem łowić feederem. Znikoma praktyka łowienia tyczką przy porywistym wietrze spowodowała, że w obawie o sprzęt podjąłem powyższą decyzję. Miało to taki plus, że mogłem bez przeszkód podglądać działania Tomasza.

Niestety tyczka i zestaw skrócony nie przynosiły oczekiwanych brań. Z zazdrością jednak obserwowałem feederowe wyczyny kolegów z koła, którzy co rusz odławiali przepiękne płociska, klenie, leszcze i jazie. Podszedłem więc na wywiad środowiskowy i dobrzy koledzy podzielili się swoją techniką oraz przynętą. Chęć złowienia choć jednej ryby na pierwszej wyprawie przemogła chęć poszerzania wiedzy na temat zestawu skróconego, więc za radą feederowych kolegów zmieniłem miejsce.

Niestety brak wprawy i refleksu, spory uciąg oraz wiatr nie pozwoliły zacinać w tempo. Zmarnowałem więc pięć pięknych brań. Gdy koledzy zwinęli się do domu, zmodyfikowałem swój przypon co nieco i w końcu, po trzydziestu minutach z ich miejscówki, złowiłem pierwszą rybę sezonu 2020. Piękny kleń dał się sfotografować i bezpiecznie wypuścić, przy okazji holu dostarczając mi niemałych emocji.

Niezastosowanie się do porad kolegów od feedera zaowocowało zmarnowaniem chyba z ośmiu brań, a na koniec łowienia przegrałem walkę z jakąś zacną rybą. Z szacunku do kolegów, moi mili, nie podzielę się niestety z Wami ani miejscówką, ani przynętą, ani metodą łowienia na nią. Nie chciałbym za ich dobroć odpłacić się źle. A w ich interesie jest brak konkurencji, zarówno na miejscach ich łowienia, jak i w wypracowanej przez nich metodzie.

Osiem godzin na łowisku uważam za udane. Nie tylko z powodu ładnego klenia, ale też z powodu nabycia nowych umiejętności w kilku dziedzinach i otwarcia oczu na bardzo pomijaną obecnie przynętę. Przeglądając czeluście Internetów, nigdzie nie znalazłem o niej wzmianki, zarówno na forach zagranicznych, jak i na polskojęzycznych. W zasadzie i dobrze, bo więcej ryb będzie bezpiecznych.

Na zakończenie wpisu wypada podziękować Kolegom od feedera oraz koledze Tomaszowi za wiedzę i dobre serce, gdyż nie każdy wędkarz dzieli się swoimi sekretami.

Przeczytaj również:

Zimowe wędkowanie na Śródlesiu 2 – feeder w śnieżnej ciszy.

Rodzinne wędkowanie w kwietniu – więcej niż ryby, więcej niż hobby.

Lato nad wodą z rodziną – krótkie wypady, ognisko i dzieci, które łowią lepiej niż dorośli.

Polub lub udostępnij
fb-share-icon
Otagowano , , , , .Dodaj do zakładek Link.

O Paweł Sąsiadek

Paweł Sąsiadek – wędkarz i autor bloga „Ryby Moje Życie”, gdzie dzielę się praktyczną wiedzą prosto znad wody. Łowię różnymi metodami, ale szczególne miejsce w moim wędkarskim świecie zajmują karpie i łowienie na ziarna, które sam przygotowuję i testuję w praktyce. To blog tworzony na doświadczeniu, nie teorii.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *