Grudniowy multi method day.

IMAG0482 2

Pojechałem nad wodę bardziej po oddech niż po wynik i właśnie dlatego ten dzień siadł tak dobrze.

Grudzień mijał pracowicie, a ja miałem zajęty kolejny weekend służbą. Z biegiem lat pogodziłem się z takim układem pracy i zajęte święta oraz weekendy zwykle odbijam sobie, wybierając należne za nie dni wolne. Służba z soboty na niedzielę była na tyle spokojna, że należne trzy godziny snu wystarczyły, by pokryć moje skromne zapotrzebowanie w tej materii.

Dziesiątego grudnia, tuż po zdaniu służby, zdzwoniłem się z Darkiem, by spędzić kilka miłych chwil z wędką nad wodą. Na nasz cel wybraliśmy Dąbrowskie Glinianki, głównie dlatego, że miałem tam ostatnimi czasy fantastyczne rezultaty.

Niestety moje ulubione zimowe łowisko było skute lodem i do wyboru pozostało łowisko sportowe, tylko w niewielkim stopniu przymarznięte. Nie zastanawiając się długo, rozłożyłem tyczkę i ciesząc się słoneczną, a zarazem mroźną aurą, przystąpiłem do gruntowania łowiska. Kilka chwil później pojawił się Darek z feederami.

W końcu od dłuższego czasu mieliśmy szansę porozmawiać i pobyć razem nad wodą, bo od września nie było ku temu okazji. Ryby współpracowały słabo. Udało mi się wyłuskać jedynie trzy płocie, co nie zaspokajało mojego apetytu na łowienie. Niestety czasami tak bywa, że ryba nie współpracuje, a może i mnie nie chciało się podejmować większej kombinatoryki. Wolałem porozmawiać i nacieszyć się zimnym, ale jednocześnie słonecznym dniem, niż na siłę dłubać płoteczki.

Na rozmowie w wybornym towarzystwie czas nad wodą upływał bardzo szybko. Dodatkową atrakcją były testy nowego czteroskładowego karpiowego kija Darka. Szczerze przyznam, że byłem niezwykle zaskoczony jego pracą i sposobem, w jaki blank ładował się podczas rzutu. Kijek z ciężarkiem 120 g spokojnie niósł zestaw na ponad siedemdziesiąt metrów.

Gdy zwinąłem tyczkę, ja również miałem czym pochwalić się Darkowi. Pokazałem mu mój sandaczowy jednoskładowy kijek, a skoro już wydobyłem spinning, to głupio było kończyć wędkowanie bez oddania choćby kilku rzutów.

Tak więc z nadzieją na sandacza wykonałem kilkadziesiąt rzutów, nie odnotowując żadnych brań. Postanowiłem więc obłowić spadek tuż za piaszczystym, płytkim obszarem dna, gdzie woda dochodziła maksymalnie do sześćdziesięciu centymetrów. Uznając ten fragment za mało ciekawy, przeciągałem przez niego przynętę dość szybko. Jednak przy którymś rzucie przypomniał mi się artykuł o rzutach bez sensu, który czytałem kilka lat temu. Postanowiłem więc dokładniej sprawdzić ten pozornie nieciekawy fragment dna i poświęciłem mu trochę więcej uwagi, delikatnie podbijając gumkę.

W idealnie przezroczystej wodzie zobaczyłem srebrny błysk i po ułamku sekundy moja ręka automatycznie zacięła. Na moim kiju zameldował się szczupaczek, który po krótkiej walce wylądował na brzegu. Był to piękny akcent na zakończenie dnia pełnego wędkarskich doznań.

Wyjazd, mimo że odbyty kosztem snu i wypoczynku po służbie, dał mi wiele cennych emocji i wrażeń. Mroźna, a zarazem słoneczna aura dostarczyła wielu pięknych widoków, a świeże powietrze swoją rześkością pomagało walczyć z sennością. Oczywiście spotkanie z przyjacielem także miało mnóstwo swoich atutów.

Przeczytaj również:

Tyczka kontra karpie – trzy brania, trzy porażki i jedna ważna decyzja.

Wyłowiłem się do bólu – leszczowe eldorado tyczka na Śródlesiu 2.

Polub lub udostępnij
fb-share-icon
Otagowano , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

O Paweł Sąsiadek

Paweł Sąsiadek – wędkarz i autor bloga „Ryby Moje Życie”, gdzie dzielę się praktyczną wiedzą prosto znad wody. Łowię różnymi metodami, ale szczególne miejsce w moim wędkarskim świecie zajmują karpie i łowienie na ziarna, które sam przygotowuję i testuję w praktyce. To blog tworzony na doświadczeniu, nie teorii.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *