Pierwsze ryby 2025.

Od kilku dni przebywałem w domu zajęty byłem sprawami rodzinnymi i sprawami społecznego projektu który od kilku miesięcy nabiera coraz bardziej realnego kształtu. Nie mniej co jakiś czas pojawiałem się nad wodą by badać stan pokrywy lodowej. Tak bardzo brakowało mi kontaktu z rybami że powoli byłem zły na jak to określiłem „gówno zimę”, lód za słaby by na niego wejść i jednocześnie jego obecność wyłącza możliwość łowienia. Mam co prawda rzeki w swojej okolicy i tam mógłbym próbować technik i możliwości niestety nie mam kompletnie na to czasu. Owszem marzy mi się pochodzenie z bolonką lub federem w poszukiwaniu ryb zimą ale na te wszystkie metody należy mieć czas a tej wartości ostatnio mi coraz bardziej brakuje . W końcu 26 stycznia 2025r .stan pokrywy lodowej pozwolił na rozłożenie trzech elementów tyczki plus top i mogłem popróbować swoich sił na gliniankach.

Czytaj dalej….

Październikowe śródleśne leszcze.

W środę 30 października w tajemnicy przed całą rodziną uciekłem na dzień wolny i miałem zamiar spędzić znakomity czas na ulubionym Śródlesiu 2. Ta woda śniła mi się nocami i bardzo chciałem jej zakosztować chociaż jeszcze raz w sezonie 2024.  Zrobiłem więc jak zaplanowałem i po cichu zapakowawszy sprzęt do auta pojechałem łowić śródleśne leszcze we wspaniałych jesiennych okolicznościach przyrody.

Czytaj dalej….

Śmieci.

 W niedzielę 20 października postanowiłem zażyć nieco uroków jesieni i pojawić się na Dąbrowskich gliniankach, patrząc jednak z perspektywy czasu był to swojego rodzaju błąd. Pojawiłem się późno na łowisku bo około 12 w południe, nie liczyłem na jakieś spektakularne efekty ale chciałem posiedzieć nad wodą i podładować do cna wyczerpane akumulatory. Nie było dla mnie żadnym zaskoczeniem to że zastałem tam wielu wędkarzy cieszących się łowiskiem i jak się z rozmów okazało rybami które im dopisywały. W oczy rzucił mi się od razu pozostawiony bezpańsko wór śmieci.

Czytaj dalej….

“Czarny Karp da Powodzian”.

Dwie poważne karpiowe imprezy bez kontaktu z rybą, bolały niczym cios wymierzony w policzek, ciążyły na honorze i kuły wielkie ego „łowcy”, niczym szpilka. Czas nie pozwalał się jednak zrehabilitować i nie pozostawało nic innego jak czekać na nadarzającą się okazję. Okazja pojawiła się dość szybko, na stronie koła pojawiło się ogłoszenie o zapisach na kolejną jesienną edycję zawodów Czarny Karp. Stawałem na głowie by pojawić się na tej imprezie i dokonywałem wręcz akrobatyki wyższej by pozamieniać grafiki i mieć możliwość wystartowania w zawodach. 

Czytaj dalej….

Zawody w Przysieczy.

Kolejne miesiące leciały mi niczym dni resztką sił dobrnąłem do urlopu, urlopu który spędziłem nad Soliną i przyznam się Wam szanowni że to był pierwszy mój w życiu urlop bez wędki w ręku. Nie miałem szans nawet na mały spinning czy chociażby chwilę z tyczką lub batem. Całą swoja uwagę skupiałem na rodzinie i razem z nią chciałem smakować każdą sekundę wspólnego czasu. Miłość do wody realizowałem nabywszy nową zabawkę w postaci kajaka który pozwalał mi odkrywać najmniejsze zakamarki tego wspaniałego zbiornika. 

Czytaj dalej….

Zawody Karpiowe “Czarny Karp”.

Od 22 marca do 28 czerwca minął szmat czasu, ja niestety nie miałem możliwości cieszyć się wędkarskim hobby. Sprawy rodzinne, służbowe,  wyjazdy pochłonęły w sposób bardzo skuteczny cały mój dostępny czas.  Ale nadszedł ten czas że i spragniony popatrzy jak inni piją wodę. Zostałem zaproszony na zawody Czarny Karp rozgrywane na Czarnym stawie przepięknej i malowniczej wodzie. Kuszącej tym bardziej że dostęp osób postronnych jest szalenie ograniczony. Dzień wcześniej odbyłem z moim sąsiadem rekonesans na rowerach by chociaż zorientować się w układzie miejscówek na stawie i poobserwować przez chwile wodę.

Czytaj dalej….

Pierwsze ryby 2024r.

Długo mi było czekać na pierwsze ryby w 2024 roku aż do 11 lutego, wcześniej  nie miałem możliwości nawet pomyśleć o tym by pojechać nad wodę.  I  przyznam się wam że miałem również mieszane uczucia czy opłaca się w tak gorącym dla mnie okresie  opłacać kartę wędkarską i te kilka wyjazdów które w sezonie jest mi dane odbyć nie spędzić na łowiskach komercyjnych.

Czytaj dalej….

Listopadowa tyczka.

Na świecie nastała końcówka listopada niskie temperatury i pierwsze opady śniegu wywołują u mnie gorączkę  i dreszcze ale w pozytywnym sensie słów tych znaczenia. Zaczyna się dla mnie sezon na  zimne płocie na tyczkę. Nie ma dla mnie lepszej pory roku na łowienie na tyczkę niż późna jesień i zima. Na łowiskach spokój, świat spowity jest w biały całun a gdy z nieba lecą płatki śniegu to jest wspaniały efekt ciszy w której słychać tylko szelest płatków śniegu.

Czytaj dalej….

Październikowe zawody spinningowe.

Po wrześniu nastaje październik co raczej jest naturalna koleją rzeczy, tak jak i upływ czasu serce krajało mi się nad brakiem czasu na rodzinę a hobby tak ukochane zeszło już na ostatni z możliwych planów. Tęskny wzrok muskał tylko odrzwia mojego wędkarskiego raju i łza tęsknoty ukradkiem spływała gdzieś w kącikach oczu.  W sobotę 14 października moje serce zabiło jednak szybciej  i co nieco otuchy wstąpiło we mnie bo miałem przyjemność wziąć udział w zawodach spinningowych rozgrywanych na odcinku miejskim rzeki Odry w Opolu.

Czytaj dalej….