Czerwcowe okonie.

Czerwiec nastał w sposób błyskawiczny, obowiązki, służba i wyjazdy nie pozwoliły nawet przez moment zastanowić się nad upływającym czasem.  8 czerwca zadzwonił kolega który użyczał mój ponton na zawodach z pytaniem czy oddać napompowany czy złożony. Kilka sekund refleksji i stwierdziłem że jak będzie rozłożony to pojadę na spinning. W głowie miałem swoje ulubione wyrobisko niestety jest też to zbiornik rekreacyjny i oblegany przez osoby tam wypoczywające nie zawsze potrafiące się zachować zgodnie  z przyjętymi normami i zostawić porządek po sobie. Silne podmuchy wiatru i nieśmiało wygrzewające się lato spowodowało to że było stosunkowo niewielu użytkowników wody.  Pracując dzielnie na wiosłach udało mi się zająć ulubioną górkę gdzie zawsze stały okonie. Nie było mnie tam od ubiegłorocznej powodzi wiec zdziwiony obserwowałem wyrządzone przez nią szkody w infrastrukturze. Udało mi się znaleźć miejsce w cieniu wyspy które pozwoliło użyć spinningu ultra light. 

Czytaj dalej….

Październikowe zawody spinningowe.

Po wrześniu nastaje październik co raczej jest naturalna koleją rzeczy, tak jak i upływ czasu serce krajało mi się nad brakiem czasu na rodzinę a hobby tak ukochane zeszło już na ostatni z możliwych planów. Tęskny wzrok muskał tylko odrzwia mojego wędkarskiego raju i łza tęsknoty ukradkiem spływała gdzieś w kącikach oczu.  W sobotę 14 października moje serce zabiło jednak szybciej  i co nieco otuchy wstąpiło we mnie bo miałem przyjemność wziąć udział w zawodach spinningowych rozgrywanych na odcinku miejskim rzeki Odry w Opolu.

Czytaj dalej….

Ultra lekki maj.

Miałem kilka dni zaległego urlopu do wykorzystania zaplanowałem go w końcówce maja by przed kolejnym wyjazdem pobyć z rodziną, nacieszyć się wiosną, świeżą zielenią i oczywiście połowić ryb. Wiedziałem już ze start sezonu sandaczowego nie będzie w tym roku dla mnie możliwy ze względów oczywiście służbowych. Mając w pamięci kwotę którą zapłaciłem w roku 2022 za trzymanie łódki w rybaczówce pzw na jeziorze Turawskim nie miałem zamiaru popełniać tego błędu i ponownie dawać się oskubać płacąc krocie za kołek na plaży. 

Czytaj dalej….

Listopadowy spinning.

Pierwszy listopada to melancholijny dzień, dzień przeznaczony na wspomnienie bliskich i tradycyjne odwiedziny miejsc ich spoczynku. I ja jak co roku oddałem się rodzinnie tradycji odwiedziłem nekropolie a że wybrałem godziny przedpołudniowe po obiedzie pojawiło się okienko czasowe a zarazem pogodowe. Wpadłem więc na pomysł by poszukać okoni na jednej z pobliskich żwirowni na której żyje całkiem niezła populacja tej ryby co prawda raczej tych mniejszych ale jak jest dzień to da się do przysłowiowego omdlenia ręki połowić. Zawsze raźniej łowi się we dwoje więc co ostatnio robi się tradycją zaprosiłem młodego adepta sztuki wędkarstwa Michała mieszkającego tuż za płotem.

Czytaj dalej….

Zawody spinningowe Turawa.

Trzydziesty października rozpocząłem dość wcześnie, budząc się nad jeziorem Turawskim, nastawiłem czajniki wody na kawę i jako sędzia i wespół organizator, wyszedłem witać zawodników zmierzających na  spinningowe zawody koła Dąbrowa. Wydarzenie maiło dość podniosły charakter i zagrożone było zapowiadanymi bardzo silnymi wiatrami. Zbyt duża prędkość wiatru uniemożliwiła by nam rozegranie zawodów.   Jesień zawsze pachnie drapieżnikiem szkoda jedynie że turawskie drapieżniki o tym nie wiedziały. Spędziliśmy pięć godzin na wodzie ja tradycyjnie z partnerem wędkarskich eskapad Jackiem, dwojąc się i trojąc by cokolwiek wyłuskać.

Czytaj dalej….

Start sezonu sandaczowego 2021.

Wielkimi krokami nadchodził długo wyczekiwany czas. Czas w którym noc miesza się z dniem a dzień  z nocą, czas gorączki i czas polowania na mętnookie. Zakłócony tradycyjnie pracą więc nie mogłem wyruszyć skoro świt. W zasadzie dobrze że nie było możliwości pojawienia się wcześniej nad wodą bo gdy przyjechałem na miejsce zadziwiła mnie liczba łódek które stały w kolejce do wyciągnięcia z jeziora.  W roku 2021 dyrektor biura okręgu w swoim zarządzeniu przedłużył okres ochronny sandacza na części zbiornika co wywołało srogie oburzenie w śród co bardziej mięsnej braci wędkarskiej. Miejmy nadzieję że korzystnie za to wpłynie na populacje sandacza w Turawie.

Czytaj dalej….

Majowe okonie.

Nastał maj a ja tradycyjnie zmęczony pracą i sytuacją covidową szukałem sposobności by wyrwać się na rybki. Z pomocą przyszedł prezes mojego koła Jarosław dzwoniąc z informacją że okonie są dziś baaardzo aktywne. Jak wiecie szanowni okonie są moim małym bzikiem i uwielbiam poławiać te wspaniałe, kolorowe, waleczne ryby. Pokusa była podwójna gdyż specjalnie na potrzeby pasiastych żarłoków w torbie pojawiło się kilkanaście nowych wzorów przynęt w tym kilka które jako jeden z nielicznych miałem przyjemność testować.

Czytaj dalej….

Po Turawie łódką rejs.

Sierpień zmierzał do końca swych ciepłych dni nadeszła niedziela 23 i przy śniadaniu zostałem zaskoczony przez swoja rodzinę pytaniem „Tato a pojedziemy popływać łódką”. Odpowiedź może być tylko jedna zwłaszcza, że aura dopisuje a lody są smaczne w Turawie gdzie cumuję jedną ze swoich łodzi.  Małżonka zaakceptowała plan a my, co prawda w niepełnym składzie gdyż średni syn wizytował dziadków wyruszyliśmy na podbój jeziora Turawskiego. Pogoda była zacna aura dopisywała wiec już po drodze zaliczyliśmy lodziarnię by, co nieco schłodzić się w ten zacny upalny dzień. Po przybyciu na Rybaczówkę w Turawie przygotowałem łódkę do pływania i zmuszony byłem zamontować ponownie silnik, który z racji wypracowanych motogodzin wymagał czynności serwisowych.

Czytaj dalej….

Bieszczadzki sen.

„ I wtedy w nas się zapala wieczny bieszczadzki ogień” tym krótkim cytatem z utworu SDM Bieszczadzkie Anioły, wypada rozpocząć ten wpis. W końcu w okolicach dwudziestego czerwca udało się rodzinnie na dwa tygodnie wybyć w Bieszczady i zrealizować marzenie, które towarzyszyło mi i małżonce od czasów młodości. Jednak studia, praca, założenie rodziny i młody wiek dzieci nie pozwalało na taką eskapadę. Do pokonania mieliśmy ponad 500 kilometrów wcześniej jednak trzeba było przeżyć proces pakowania się i gdy tylko zamknęły się za nami drzwi domu poczuliśmy prawdziwy Bieszczadzki zew. 

Czytaj dalej….

Sandaczowa gorączka.

Długo oczekiwany start sezonu sandaczowego 2020 zbliżał się wielkimi krokami a ja ogarnięty gorączką połowu tego drapieżnika o niczym innym nie mogłem myśleć. W mojej głowie stale przewijały się miejscówki i taktyki które miały prowadzić do kontaktu z rybami. Pikanterii całej sprawie dodawał fakt że sezon 2020 startowałem z własną łodzią z silnikiem spalinowym co dawało mi pełną niezależność i swobodę w poruszaniu się po zbiorniku Turawa.

Czytaj dalej….