Czas płynie nieubłaganie i po sierpniu przyszedł wrzesień, już myślałem że do końca roku nie będzie mi dane powędkować ale życie jest nieprzewidywalne i nic w nim nie jest pewne. Tak i mi nie udało się zakwalifikować na kurs i mogłem wrócić do domu i do wędkowania. Z jednej strony szkoda kursu a z drugiej, dobrze zmarnowanego czasu nigdy nie szkoda, zwłaszcza gdy czas zmarnujemy nad wodą.
Więc siódmego września umówiłem się z Darkiem na nockę we wiadomym nam miejscu na pobliskich gliniakach. Spotkaliśmy się dość wcześnie aby rozbić obozowisko i za dnia wyznaczyć odległość i kierunek łowienia. Plany te jednak popsuły zorganizowane na zbiorniku zawody wędkarskie.Trzeba było czekać do godziny 20 aż towarzystwo nasyci się kiełbaskami i rozejdzie się do domów. Czytaj dalej….

Urlop mijał niezwykle szybko w większości na remontach i nie pozostawało wiele wolnego czasu na tak miłe hobby jak wędkarstwo. Nie powiem że nie wymykałem się na krótkie dwu lub trzy godzinne wypady na płoteczki, jednak brakowało mi walki z godnym i silnym przeciwnikiem jakim jest karp.
Trzeci maja postanowiłem spędzić nad swoimi ulubionymi gliniankami po kilkudniowej i bezowocnej zasiadce na wielkiej żwirowni miała to być miła odmiana dla umysłu spragnionego ryb. Tego dnia pogoda była raczej deszczowa z nikłymi przebłyskami słońca więc postanowiłem łowić karpiki z suchej i bezpiecznej kabiny mojej wysłużonej już co nieco Skody Felicji w wersji kombi. Z racji porannych i popołudniowych wizyt w szpitalu na kroplówkę z kochaną córką, czasu na wędkowanie miałem niewiele i na łowisko przybyłem o bardzo późnej porze bo w okolicy godziny 13 mając czas do 18.
Czternastego kwietnia 2013 roku za namową sąsiada Mateusza udaliśmy się na nowo otwarte i bogato zarybione populacją karpia i amura łowisko złów i wypuść w miejscowości Dąbrowa.