Imieninowe ryby z córką.

Jak mawiają najstarsi wędkarze nie samym sandaczem człowiek żyje. A gdzieś między kolejnymi wypadami na te szlachetne ryby narodziła się w mojej głowie koncepcja dystansowego łowienia feederem. Jestem osobą która szybko swoje koncepcje przekuwa w rzeczywiste czyny więc nim się obejrzałem moja kolekcja wędzisk powiększyła się o zestaw dystansowych feederów i odpowiednio dobrane do nich kołowrotki. Sprzęt leżał i czekał na testy a moje oczy przysłonięte były sandaczami.

Czytaj dalej….

Kwietniowy rodzinny weekend.

Kwiecień miał się już ku schyłkowi, mimo braku czasu z racji zaangażowania w walkę o lepszy polski związek wędkarski , udało się rodzinnie wyskoczyć nad wodę i to nawet dwukrotnie. Bardzo lubię spędzać czas z rodziną a szczególnie na rybach cieszy minie sam fakt przebywania nad wodą a przyznam się dodatkowo że pękam z dumy gdy moja rodzina garnie się do łowienia.

Czytaj dalej….

Pierwszy karp Magdy 2021.

Niespełna tydzień minął od pierwszej wyprawy na ryby w roku 2021 a ja już w piątek słyszałem pytania z ust rodziny, „Kiedy pojedziemy na ryby?”. Pogoda dnia 6 marca nie była najgorsza więc wraz z całą ferajną udaliśmy się na „nasze” glinianki w celu spędzenia kilku godzin nad wodą. Zabrałem ciężki sprzęt karpiowy, feedery dla Magdalenki  termos z herbatą, przekąski, zapakowałem rodzinę do mojej dzielnej wysłużonej już co nieco skody. Po kilku  minutkach byliśmy na miejscu, chłopacy srogo dokazywali więc nie było mi  łatwo znaleźć chwilę by rozłożyć wędziska karpiowe. więc uwaga skupiła się jedynie na feederach, które nadzorowała Magdalena.

Czytaj dalej….

Po covid-owe ryby.

W październiku 2020 roku, mój organizm poddał się zdradzieckiemu wirusowi i dołączyłem do grona osób chorych na covid. Dzięki trosce służb sanitarnych o moje i innych zdrowie zostałem zamknięty na siedem tygodni w murach swojego domu.  Wraz ze mną w zamknięciu przebywała całą rodzina, ja przechodziłem dość łagodnie wirusa, niestety przygoda z covidem dla mojej małżonki zakończyła się długotrwałym pobytem na oddziale zakaźnym. Więc o rybach mogłem tylko śnić lub marzyć oglądając filmy wędkarskie. Czas jednak prostuje wiele spraw i w końcu doczekawszy się 11 listopada mogłem pojechać na ryby.

Czytaj dalej….

Wrześniowa tyczka.

Wrzesień zbliżał się już do swojej połowy a ja miałem klasycznie niedosyt łowienia. Zakomunikowałem mojej połowie, że muszę zniknąć na kilka godzin by wyszaleć się z tyczką. Moja małżonka jest świetnym negocjatorem, więc musiałem przesunąć na okolice popołudniowe moja wyprawę nad wodę. W między czasie zająłem się rozpieszczaniem mojej rodziny na tle kulinarnym, wyręczyłem również moją połowę w opiece nad dziećmi angażując cały skład w przygotowanie posiłku. Powstały, trzy rodzaje surówek serwowanych, jako dodatek do obiadu. Nadszedł jednak czas wyprawy by maksymalnie zaoszczędzić czas nad wodą przygotowałem zanętę w komfortowych warunkach domowych a po chwili namysłu namoczyłem jeszcze nieco pelletów z myślą o metodzie.

Czytaj dalej….

VIII Potyczka Opolskich Teamów Karpiowych.

Dnia 14 sierpnia wystartowała kilku dniowa impreza pod hasłem VIII Potyczki Opolskich Teamów Karpiowych. Impreza znana szeroko w środowisku karpiowym, będąca okazją do szerokiej integracji wędkarskiej, poznania nowych ludzi i wymiany wędkarskich doświadczeń. Impreza stała się na tyle rozpoznawalna, że w śród członków mojego teamu karpiowego Carp Squad Dąbrowa wytypowanie delegatów to proces wieloetapowy i podlegający szczególnym dyskusjom.  

Czytaj dalej….

Pożegnanie z Malarami.

Zawsze, gdy w moim okręgu ubywa jakiś wód żal i smutek ściska moje serce, a gdy ubywa wody złów i wypuść serce krwawi okropnie. Los taki z racji za niskiej oferty złożonej w przetargu spotkał zacny zbiornik, którym była żwirownia w Malerzowice. Fantastyczna woda, którą odkryłem ku mojemu smutkowi u jej schyłku, tuż przed zmianą jej statusu i odłowach sieciowych przeprowadzonych na niej przez okręg. Spędziłem tam fantastyczne cztery doby wraz z rodziną, co pogłębiło jeszcze bardziej smutek i żal z powodu utraty takiej perły, jaką były Malerzowice. Wyjechaliśmy by zając dogodne miejsce w czwartek dwudziestego trzeciego lipca. Najpierw ja sam by przygotować i przede wszystkim posprzątać upatrzoną miejscówkę na zbiorniku.  Którym przestało się interesować z resztą z wiadomych powodów koło tuż po przegranym przetargu.

Czytaj dalej….

Lipcowe wypady.

Początek lipca był jednocześnie końcem naszych Bieszczadzkich eskapad. Jednak ponad połowa urlopu przede mną stawiała kilka ciekawych perspektyw, jeżeli chodzi o realizację wakacyjnych planów. Z racji różnych czynników nie mieliśmy możliwości skorzystania z kempingu i dłuższego wypoczynku nad wodą stawialiśmy jednak na krótkie rodzinne lub też ze znajomymi wypady nad wodę. Oczywiście inicjatorkami były moje dziewczyny gdyż ja w chwilach wolnych starałem się łowić z różnymi skutkami sandacze na jeziorze Turawskim.

Czytaj dalej….

Czerwcowe Karpie.

Po otrząśnięciu się z sandaczowego snu zmęczony powrotami na cztery godziny snu przez pięć dni. Postanowiłem powrócić do stacjonarnego łowienia dodatkowo jeszcze obligowany żądaniami rodziny, która domagała się wyjazdu na kemping. Na cel wyjazdu tradycyjnie wybraliśmy łowisko mojego koła z wielu przyczyn bardzo dogodne dla familii, która uczy się życia nomada pod kempingiem. Raz z racji bliskości miejsca zamieszkania, dwa wysokiego bezpieczeństwa, które oferuje monitorowane łowisko, trzy bogatych w rybostan wód, dzięki którym moje panie mogą szlifować wędkarskie umiejętności. 

Czytaj dalej….