Dzieci nie potrzebują idealnego ojca… potrzebują obecnego.
Kwiecień miał się już ku schyłkowi. Mimo braku czasu, z racji zaangażowania w walkę o lepszy Polski Związek Wędkarski, udało się rodzinnie wyskoczyć nad wodę i to nawet dwukrotnie. Bardzo lubię spędzać czas z rodziną, a szczególnie na rybach – cieszy mnie sam fakt przebywania nad wodą, a przyznam się dodatkowo, że pękam z dumy, gdy moja rodzina garnie się do łowienia.
Kwiecień, a w zasadzie jego schyłek, jest jednym z najwspanialszych miesięcy w roku. Młoda zieleń, świeżość roślinności i mnogość kwiatów zapewniają niezwykłe doznania. Po szarych zimowych miesiącach możemy w pełni odczuwać wiosnę, odczuwać cuda natury, jej siłę i moc. Mnogość zapachów, słuchowych i wzrokowych doznań jest ciężka do przelania w formie słowa pisanego. Gdy do tego wszystkiego dodamy pełną aktywność ryb w łowisku, robi się naprawdę fantastyczny moment do wędkarskiego spędzania czasu wolnego.
Ja cieszyłem się, patrząc na małżonkę i córkę, które z zacięciem godnym podziwu starały się feederową metodą skusić ryby do brania. Oczywiście z wymiernymi skutkami, bo na macie zaczęły meldować się pierwsze ryby. Ja zasiadłem na fotelu i pozwoliłem chłopakom skakać po mnie oraz oddałem się wygłupom. Wspaniały czas integracji rodziny spędzony wspólnie.
Wierzę głęboko, że czas i uwaga poświęcone na wspólne rodzinne wypady w przyszłości zaprocentują i jeszcze bardziej zacieśnią relacje rodzinne. Myślę, że ich budowanie w dużej mierze leży na barkach nas, ojców i mężów – to od naszego wysiłku, od naszych postaw zależeć będzie dalsza relacja z dziećmi…
Przeczytaj również:
Łowienie na bata z dziećmi – prosty powrót do wędkarstwa i radość z ryb.
Wędkowanie z synem na feeder – powrót po wyjeździe służbowym i chwile, które budują więcej niż ryby.
Majówka 2023 – karpiowanie jako ucieczka od pędu i powrót nad wodę.












Pingback:Pierwsze rodzinne karpiowanie z przyczepą. kempingową. - blog wędkarski rybymojezycie.pl