Nie zawsze trzeba jechać na tydzień nad wodę – czasem kilka godzin wystarczy, żeby dzieci złapały bakcyla na całe życie.
Początek lipca był jednocześnie końcem naszych Bieszczadzkich eskapad. Jednak ponad połowa urlopu przede mną stawiała kilka ciekawych perspektyw, jeżeli chodzi o realizację wakacyjnych planów. Z racji różnych czynników nie mieliśmy możliwości skorzystania z kempingu i dłuższego wypoczynku nad wodą stawialiśmy jednak na krótkie rodzinne lub też ze znajomymi wypady nad wodę.
Oczywiście inicjatorkami były moje dziewczyny gdyż ja w chwilach wolnych starałem się łowić z różnymi skutkami sandacze na jeziorze Turawskim.
Byłem bardzo zadowolony z pełnej samodzielności moich dziewczyn w operowaniu wędziskami i typowaniu miejsc, podziw wśród wespół wędkujących budziła zwłaszcza precyzja mojej dziewięcioletniej córki operującej feederami długości 360cm z niezwykłą wprawą i oczywiście sprawność holów Magdaleny też nie pozostawiała nic więcej do życzenia.
Ja skupiałem wiec swoją uwagę na przyrządzaniu przysmaków z ogniska i zabawę z chłopakami a moje damy robiły to co lubią najbardziej czyli łowiły.
Zacny czas spędzany nad woda mimo mocno ograniczonych ram godzinowych przynosił bardzo dobre rezultaty mierzone w rybach.
Częste brania i emocjonujące hole powodowały radość w śród dziewczyn a u mnie nadzieje ze połkną one bakcyla i nadal rodzinnie będzie nam dane spędzać czas w ten sposób. Wielokrotnie wspominałem już na łamach bloga że spędzanie rodzinnie czasu buduje fantastyczne relację w rodzinie, mimo że ja musze być skupiony nie na łowieniu a dbaniu o potrzeby i bezpieczeństwo rodziny w tym czasie i mi podobają się niezmiernie efekty takich wypadów.
Jest naprawdę przyjemnie gotować w plenerze przy udziale domowników. Chłonąć zapachy ogniska i chłonąć wszystko to co daje nam kontakt z naturą i przebywanie na jej łonie. Siedząc odgrodzeni od świata w naszych domach zainteresowani bardziej życiem wirtualnym tracimy tak wiele, najgorsze jest to ze tracimy tak cenne chwile bezpowrotnie z nosami w ekranach urządzeń nie zdając sobie sprawy z kosztów jakie ponosimy…….
Zobacz również:
Jesienny karp w zimnej wodzie – 11 kg na feederowy hak i hol, który nie miał prawa się udać.
Weekend nad wodą z rodziną – karpie, ognisko i chwile, które zostają na zawsze.



















Pingback:Pojechałem na ryby mimo wszystko – a moja żona złowiła karpia życia. - blog wędkarski rybymojezycie.pl
Pingback:Masz tylko chwilę na ryby? To przestań ją marnować. - blog wędkarski rybymojezycie.pl
Pingback:Zakończenie urlopu na rybach – feeder i skuteczne łowienie karpi. - blog wędkarski rybymojezycie.pl
Pingback:VI POTYCZKA OPOLSKICH TEAMÓW KARPIOWYCH - Malina 2. - blog wędkarski rybymojezycie.pl
Pingback:Sezon uciekał, ale na koniec dał mi jeszcze jednego karpia- ostatni karp 2018. - blog wędkarski rybymojezycie.pl
Pingback:Nie uciekłem od życia - Zabrałem je ze sobą nad wodę i to była najlepsza majówka. - blog wędkarski rybymojezycie.pl