Nie miałem czasu na ryby… więc nie mogłem pozwolić sobie na przypadek.
Głodny wędkarskich wypraw niecnie próbowałem wygospodarować choćby dwie minuty nad wodą. W weekend nie było za bardzo szans na wyprawy wędkarskie. Troska o rodzinę i konieczność wizytowania taty w szpitalu nie dawały nadziei na sukcesy wędkarskie.
Cały tydzień woziłem sprzęt w aucie z myślą o małym, chociażby krótkim wypadzie nad wodę. Siedziałem i wzdychałem, aż w końcu i do mnie los się uśmiechnął, gdyż szefowa, patrząc na moją umęczoną pracą twarz, zlitowała się w piątek i pozwoliła wybrać coś z zaległych nadgodzin. Chociaż w zasadzie była to zaległa godzina, bo oczywiście tuż przed wyjściem pojawiło się kilku petentów z pilną sprawą, więc nie wypadało zostawić kolegów bez wsparcia.
Po chwili dzielnie pokonywałem odległość z pracy na łowisko, mając w planach trzy godziny dla siebie. Błyskawicznie rozłożyłem sprzęt i pływając łódką RC, zauważyłem spadek temperatury wody o blisko siedem stopni w stosunku do poprzedniego wyjazdu. Będąc mocno niepewnym płytkiej wody, postanowiłem postawić jeden zestaw na wodzie głębszej, a drugi na płyciźnie.
Rozparłem się w wysłużonym fotelu mojej Skody i postanowiłem umilić sobie oczekiwanie na rybę kubkiem herbaty malinowej oraz lekturą. Gdy tylko poczułem się błogo, ciepła herbata wypełniła brzuch i wkręciłem się w poradnik dotyczący konfiguracji usług VoIP.
Dźwięk sygnalizatora rozdarł rozkoszną popołudniową ciszę. W kilka chwil byłem przy wędkach i po krótkiej walce zameldował się całkiem przyjemny karpik. Po szybkiej sesji zdjęciowej wywiozłem zestaw ponownie i wróciłem do naparu oraz lektury. Nim się obejrzałem, budzik wyrwał mnie z zadumy i nadszedł bolesny czas pakowania się oraz powrotu do domu.
W domu czekało na mnie moje rozbrykane stadko, by przypuścić „atak” na tatę i powygłupiać się kilka chwil przed czynnościami wieczornymi. Wtulona małżonka popatrzyła mi w oczy i zapytała, czy ryba była duża. Zapytałem, skąd wie, że byłem na rybach. Uśmiechnięta odpowiedziała, że niewiele sytuacji życiowych wywołuje u mnie banana na twarzy od ucha do ucha.
Jako że sobota była przeznaczona na wizyty rodzinne, moja połowa z miejsca wybaczyła mi tę małą i niewinną wyprawę.
Przeczytaj również:
Lato nad wodą z rodziną – krótkie wypady, ognisko i dzieci, które łowią lepiej niż dorośli.
Ostatni majowy weekend – zmęczenie, rodzina i ucieczka nad wodę.
Powrót na ryby po lockdownie – test nowych wędzisk i piękne karpie w kwietniu.





