Nie uciekłem od życia – Zabrałem je ze sobą nad wodę i to była najlepsza majówka.

karp amur majówka 1

Myślałem, że jadę tylko ładować baterie. Nie wiedziałem jeszcze, że ta majówka da mi znacznie więcej niż same ryby.

Spojrzałem w kalendarz i zrobiło mi się ciężko.
Dwa duże wydarzenia miały odciąć mnie od wędek na ponad miesiąc. Wiedziałem jedno. Muszę wcześniej doładować baterie nad wodą, szukając ukojenia i kontaktu z rybami.

Planować jest łatwo, ale pogodzić swoje zamiary z obowiązkami głowy rodziny, w sposób jak najmniej uciążliwy dla bliskich, wymaga sporo sprytu i poświęcenia. Porozmawiałem więc z moją połową, jak widzi perspektywę kilkunastu nocy bez męża oraz rodzinnej wyprawy na grilla. Moja najmilsza wiedziała, jak ważny jest dla mnie pobyt nad wodą, i przychyliła się do mojego planu z szelmowskim uśmiechem. Nie wiedziałem jeszcze, dlaczego uśmiecha się tak tajemniczo, ale zadowolony z wyniku rozmowy zapadłem w błogi sen, w którym śniłem o wyprawach wędkarskich.

Wreszcie nadszedł dzień dwudziestego siódmego kwietnia, w którym miałem rozpocząć majówkę i dołączyć do przyjaciół biwakujących już nad wodą. Wywiozłem nad wodę cały karpiowy majdan i wróciłem do domu, by pomóc żonie w kładzeniu dzieci do łóżek. Chciałem jak najszybciej znaleźć się nad wodą i rozpocząć proces ładowania baterii, które praca wyczerpywała ze mnie niezwykle szybko.

Nie wiedziałem jeszcze, że moja połowa ma inne plany na wieczór. Gdy około godziny dwudziestej drugiej wychodziłem od średniego synka, który za nic w świecie nie chciał zasnąć, dostrzegłem z salonu tajemniczy, ciepły blask. W moje nozdrza uderzył piękny zapach jedzenia, a uszy ukoiły dźwięki delikatnego jazzu. Wszedłem do salonu i ujrzałem zmysłowo ubraną małżonkę oczekującą przy nakrytym stole, która z tajemniczym uśmiechem zapytała, czy nadal wybieram się na ryby.

Jak się domyślacie, tej nocy na ryby się nie wybrałem i nawet przez sekundę nie przeszło mi to przez głowę. Szczęśliwy obudziłem się rano i odebrałem na Messengerze zdjęcia z imprezy nad wodą. Jakoś wcale nie było mi jej żal.

Pojawiłem się nad wodą dopiero w porze kawowej. Docinki przyjaciół uciąłem tajemniczym uśmiechem i spędziłem ponad dwie godziny, sącząc garnek kawy i patrząc na wodę. W czasie tej obserwacji moje myśli odbiegły nieco w bok i w głowie narodził się plan zbudowania dwóch kolejnych stanowisk, które miały poprawić komfort wodowania łódek RC oraz podbierania ryb.

Niewiele myśląc, w ciągu godziny ponownie byłem nad wodą, uzbrojony w worki fortyfikacyjne i opony, z których zamierzałem wykonać platformę oraz stopnie schodzące jak najniżej ku lustru wody. Dwie godziny później, z małą pomocą kolegów, patrzyłem na miejscówki, które dopiero co powstały.

Wkład tej pracy doceniłem już w nocy, gdy przybyłem nad wodę dopiero około trzeciej nad ranem. Ponownie moja małżonka miała odmienne od moich plany. Pozwoliła mi wybierać między nią a rybami. Jakże mogłem wybrać inaczej, widząc jej zaangażowanie. Nie pozwoliłem jednak, by do końca wygrała. Jak wspomniałem wyżej, o trzeciej nad ranem wymknąłem się nad wodę i nie wiedziałem jeszcze, że najbliższe majowe dni będą czymś pełnym doznań i przyjemności, że będą jak sen, a zmęczony umysł nie będzie umiał rozróżnić rzeczywistości od jawy.

Niewielkie dawki snu, które sobie aplikowałem, przerywane braniami ryb i, jakże słodkimi, obowiązkami w domu, spowodowały konieczność przespania choćby kilku godzin. Zrobiłem więc sobie przerwę od łowienia i na blisko dwadzieścia cztery godziny zapadłem w sen niedźwiedzi. Nie czułem nawet skaczących po mnie dzieci. Takim snem potwornie wystraszyłem małżonkę i mogłem zapomnieć o kolejnej nocy na rybach. Stwierdziła, że nie będę się nudził, a odpoczynek mi się należy, bo boi się o moje zdrowie, a rano pojedziemy całą familią na ryby, gdyż sama ma ochotę posiedzieć nad wodą.

I stało się tak, jak powiedziała. Mogłem spędzić kilka rodzinnych i radosnych godzin z całą wędkującą familią. Glinianki postanowiły okrasić tę zacną atmosferę i w porze popołudniowej obdarowały nas braniem cudownie ubarwionego karpia. Karp spodobał się zwłaszcza moim pociechom i po wycałowaniu oraz wygłaskaniu wrócił do wody.

Dzień zakończyliśmy zacną kolacją z grilla. Odwiozłem familię do domu, położyłem dzieci spać i ponownie zawitałem nad wodą, by samemu w końcu odetchnąć i z przyjaciółmi co nieco spożyć.

Wspaniały czas, w którym żyłem jak we śnie, pozwolił mi wypocząć oraz naładować baterie do tego stopnia, że sześć tygodni bez wędek, które mnie czekały, minęło prawie bez stresu i w zacnym towarzystwie.

Przeczytaj również:

Majówka 2023 – karpiowanie jako ucieczka od pędu i powrót nad wodę.

Lato nad wodą z rodziną – krótkie wypady, ognisko i dzieci, które łowią lepiej niż dorośli.

Polub lub udostępnij
fb-share-icon
Otagowano , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

O Paweł Sąsiadek

Paweł Sąsiadek – wędkarz i autor bloga „Ryby Moje Życie”, gdzie dzielę się praktyczną wiedzą prosto znad wody. Łowię różnymi metodami, ale szczególne miejsce w moim wędkarskim świecie zajmują karpie i łowienie na ziarna, które sam przygotowuję i testuję w praktyce. To blog tworzony na doświadczeniu, nie teorii.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *