VI POTYCZKA OPOLSKICH TEAMÓW KARPIOWYCH – Malina 2.

karp malina potyczka 3

Nie wygrywa ten, kto siedzi najdłużej… tylko ten, kto czyta wodę najlepiej.

Na wydarzenie to oczekiwałem z niecierpliwością, gdyż miała to być najdłuższa zasiadka mojego czasu urlopowego, gdzie w terminie od 14 do 18 sierpnia miałem oddawać się przyjemnościowemu łowieniu karpi. Nasz team wystawił pięciu zawodników, a prezes koła był teamrunnerem, gdyż niektórzy z nas mieli zjeżdżać do pracy.

Całość przedsięwzięcia zainaugurowało spotkanie przy małej niespodziance, jaką zorganizowali organizatorzy. Wszystkich uczestników witał kolega Tomasz, przystrojony w sznur kwiatów, miksując na zawołanie drinki dla uczestników całej imprezy.

W losowaniu wpadliśmy, w mojej ocenie, korzystnie, gdyż w udziale przypadła nam największa zatoka łowiska Malina II i sporo otwartej wody. Miejsca niosły za sobą bardzo duży potencjał i jako drużyna wykorzystaliśmy je w pełni.

Mi w udziale przypadł bardzo bogaty w potencjalne żerowiska kawałek wody z cyplami, wypłyceniami oraz dość głębokimi spadkami, nawet do 3,2 m. Łowisko było dość kameralne, czyli takie, na którym czuję się jak u siebie na gliniankach.

By wkupić się co nieco w łaski kolegów z teamu, w którego szeregi zostałem oficjalnie przyjęty, podjąłem się kucharzenia. Z wyłączeniem prażonki z kociołka, której autorem był kolega Janek, a ja wyłączony z obowiązków kucharskich mogłem oddać się spożyciu alkoholu.

Generalnie na ryby nie mogę narzekać, gdyż trzy moje sztuki o masie 13,575, 12,500 oraz 12,250 wliczały się do pięciu klasyfikowanych ryb. W zasadzie jedna z ryb Janka była też złowiona na mój zestaw, jednak znieczulony nie podjąłem holu, co wykorzystał kolega z teamu.

Zaliczyłem w czasie zawodów również dwie spinki dość zacnych ryb, ale o ich masie można było jedynie gdybać. Ostatniej nocy nie łowiłem, gdyż chcąc co nieco wypocząć, ustąpiłem miejsca prezesowi, by i on mógł wykazać się kunsztem wędkarskim. Faktycznie, w czasie nocy spiął jakąś zacną rybę, która woziła się z nim blisko trzydzieści minut.

Generalnie podsumowując, był to naprawdę zacny czas spędzony w zacnym gronie, gdzie mogłem odpocząć i połowić.

Poczytaj również:

Lato nad wodą z rodziną – krótkie wypady, ognisko i dzieci, które łowią lepiej niż dorośli.

Zawody karpiowe złów i wypuść – relacja, wyniki i atmosfera łowiska Przysiecz.

Zawody karpiowe Czarny Karp – relacja, trudne warunki i wygrana drużynowa.

Polub lub udostępnij
fb-share-icon
Otagowano , , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

O Paweł Sąsiadek

Paweł Sąsiadek – wędkarz i autor bloga „Ryby Moje Życie”, gdzie dzielę się praktyczną wiedzą prosto znad wody. Łowię różnymi metodami, ale szczególne miejsce w moim wędkarskim świecie zajmują karpie i łowienie na ziarna, które sam przygotowuję i testuję w praktyce. To blog tworzony na doświadczeniu, nie teorii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *