Marcowa metoda.

Obowiązki to słowo ostatnio coraz bardziej mnie prześladuje,  coś co zżera mój czas, zajmuje moją głowę, człowiek ma charakter jaki ma i za punk honoru obiera sobie realizację obowiązków na najwyższym poziomie.   Awansowanie w służbie i coraz szerszy zakres obowiązków i odpowiedzialności przekłada się na ilość wolnego czasu który przeznaczyć można na ryby. Musiałem czekać aż do 4 marca by wyrwać życiu kilka cennych chwil i oczyścić głowę nad wodą.  Z przyjemnością pojawiłem się na wodzie którą dzięki przychylności włodarzy udało się przejąć pod nowo założone Stowarzyszenie Dąbrowski Karp.  

W duchu liczyłem miesiące pozostałe do przejęcia wody a w sieci śledziłem burze którą ten fakt wywołał. Nagle niewielkie trzy glinianki stały się najcenniejszą wodą w okręgu, perłą z pereł. W zasadzie to nie wiele się komentujący pomylili. Dzięki prący ludzi którzy stanowią trzon stowarzyszenia ta woda naprawdę błyszczy jak perła, perła rzucona niestety między wieprze. Co widać po usilnym zaśmiecaniu jej przez nieodpowiedzialnych ludzi niszczących pracę zaangażowanych osób.  Władze w okręgu chyba też mono zostały faktem przejęcia wody poruszone bo docierały różne pogłoski do moich uszów, tak niestety kończy się brak dialogu, uparcie składane i odrzucane wnioski i praca za darmo  na rzecz związku który nie słucha głosu wędkarzy doprowadziła do wzięcia spraw w swoje ręce i zawężenia użytkowników wędkarskich glinianek.

Rozpisałem się niepotrzebnie na tematy stowarzyszenia, jednak sprawy leżące na sercu warto czasami zwerbalizować i wylać gdzieś chociażby na łamach swojego bloga.  Marcowe słoneczko ładnie przygrzewało a stopień przygotowania nie pozwalał na tyczkę, więc wybrałem metodę przynęty w słoiczkach i kilka wiader pelletów w zapasie pozwala wybrać się w kilkadziesiąt sekund na ryby. Do auta dorzuciłem również zestaw kawowy, każde ryby okraszone kubkiem gorącej kawy są lepsze od ryb bez kawy. W kilka minut rozstawiłem stanowisko i rozpakowując nawilżony wcześniej pellet byłem gotowy do łowienia. Glinianki nie zawiodły mimo początku marca ryby wspaniale współpracowały, leszczyki, krąpie, liny i jesiotr pozwoliły cieszyć się kontaktem z rybami. Jak wspaniale po miesiącach wędkarskiej posuch czuć rybę na wędzisku, brakuje mi słów by opisać uczucia temu wrażeniu towarzyszące.

Wspaniały czas jak zwykle błyskawicznie dobiegł końca, jednak dzisiaj wracałem do domu bez żalu bo czekały minie pierwsze zajęcia prowadzące do spełnienia pewnego marzenia…

Polub lub udostępnij
fb-share-icon
Otagowano , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *