Marcowy bat.

Kolejne kilkadziesiąt dni musiało minąć by pojawić się nad ulubioną wodą. Tym razem w głowie miałem konkretny plan do zrealizowania. Podczas porządków w moje ręce dostał się mój 6 metrowy bat. Przez chwilę zatrzymałem się i powróciłem do wspomnień z dzieciństwa i młodości  gdzie do szczęścia wystarczał najpierw kawałek leszczyny później szklany radziecki bat kilka zestawów z „ruskiego targu”, nakopane czerwone robaki, ciasto lub pęczak. Zachciało mi się minimalizmu, prostoty, powrotu do młodych lat. Sprawdziłem skrzyneczkę z zestawami w zapasie zostało 4 których moi chłopcy nie zdążyli poplątać, stwierdziwszy że wystarczy na szybko zawiązałem kilkanaście przyponów ponieważ pudełko z nimi również wylizałem prawie do czysta a czasu na wiązanie nowych nie znalazłem.

 Przejrzałem boksy i dzięki wcześniejszemu zamówieniu zaopatrzony byłem w zanętę, pinkę świeżą i mrożoną oraz kilka podstawowych rodzajów gliny.  Nie mogąc znaleźć adapterów do haków z d36 na d25 które wspiera mój fotel stwierdziłem że bata równie dobrze odłożę na feeder ramię.  Wrzuciłem wiec graty do auta i udałem się na łowisko, było nieco pochmurnie lecz nie wiało i warunki temperaturowe były całkiem znośne. Poskładałem fotel i przygotowana wcześniej zanętę wsypałem do pojemnika bardziej dostosowanego wymiarami do półki którą założyłem do fotela. Wygruntowałem łowisko znęciłem trzema kulami i po raz pierwszy uzrojony w przynętę zestaw znalazł się w wodzie. Popijając kawę z termicznego kubka naszła mnie chwila refleksji dotyczącej mojej wędkarskiej drogi i ewolucji tego wędkarstwa. Przypomniały się czasy gdzie grunt ustawiało się wedle swoich wyobrażeń a nie wykorzystywało się gruntomierzy może i dostępnych w latach 90 jednak nie dostępna była dla mnie fachowa wiedza na ten temat. Człowiek podpatrywał starszych kolegów i w ten sposób zaczynał przygodę z łowieniem, nie myślał o nęceniu, nie myślał o gruntowaniu po prostu spragniony wędkarstwa i kontaktu z rybami zakładał na słabej jakości radziecki haczyk robaka i liczył na branie. Jak już nastąpiło to branie to liczył że hak i zestaw wytrzyma wspomnę jeszcze że podbierak pozostawał w sferze marzeń finansowych był to czas przemian ustrojowych n naszej pięknej ojczyźnie i rodzice musieli zapewniać nam inne potrzeby niż realizacja pasji. Do dziś pamiętam swoją pierwszą wizytę w sklepie wędkarskim takim w którym pojawiały się rzeczy z zachodniej granicy i pierwszy zakup spławika typu waggler małej paczki ołowiu, żyłki przyponowej i paczki haków. Do dnia dzisiejszego w mojej kanciapie wędkarskiej ten spławik jest obecny jako miła pamiątka milionów przygód które przeżyłem by go odzyskać gdy się zerwał. Świat parł do przodu a w ręce trafiały magazyny wędkarskie pierwsze książki a czasami nawet dzięki uprzejmości starszych kolegów udawało się obejrzeć film na VHS. Wszystkie te strzępki informacji człowiek zbierał i mając minimalny budżet zaczynał kombinować by zbliżyć się chociaż trochę do zestawów prezentowanych w periodykach i literaturze wędkarskiej.

 Tyle wspomnień i myśli przeszło mi przez głowę że nie zauważyłem pierwszego brania, wyciągnąłem więc zestaw z wody i ponownie pojawiła się migawka z przeszłości na temat ciężkiego i lejącego się szklaka nie do  utrzymania w rękach który wymagał podpórki zrobionej z drutu zbrojeniowego zabezpieczonego wężykiem do paliwa z motoroweru. Minął dłuższy moment aż ponownie skupiłem się na łowieniu. Jakieś wsporniki jakaś nostalgia mnie naszła. Prosta wędka, proste łowienie, otworzyło furtkę do wspomnień, do przeszłości, pozwoliło zatrzymać się i spojrzeć wstecz na swoją wędkarską drogę, drogę wyboistą, drogę pod górę ale pełną satysfakcji ze zdobywania małych szczytów i pokonywania z sukcesem trudnych jej fragmentów. Ileż satysfakcji potrafi dać najprostsza wędka jaka jest bat ileż przyjemności z holu zwłaszcza gdy w łowisku pojawiają się fantastycznie żerujące i walczące liny.
Trzy godziny pełnie wspomnień, przemyśleń satysfakcji, minęły niczym mrugnięcie oka. Musiałem wracać do domu ale przed tym zrobiłem sobie jeszcze spacer po łowisku obserwując rozwijającą się przyrodę. Zrobiłem to by oczyścić głowę ze wspomnień i móc w pełni skoncentrowany prowadzić samochód.

Polub lub udostępnij
fb-share-icon
Otagowano , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *