Październikowy nielegal.

Głodny wędkarskich wypraw niecnie próbowałem wygospodarować choć by dwie minuty nad wodą. W weekend nie było za bardzo szans nawy prawy wędkarskie troska o rodzinę i konieczność wizytowania taty szpitalu nie dawały nadziei na sukcesy wędkarskie. Cały tydzień woziłem sprzęt w aucie z myślą o małym chociaż by wypadzie nad wodę. Siedziałem i wzdychałem w końcu i do mnie los się uśmiechnął gdyż szefowa patrząc na mą umęczoną pracą twarz zlitowała się w piątek i pozwoliła wybrać coś z zaległych nadgodzin. Chociaż w zasadzie to zaległą godzinę bo oczywiście tuż przed wyjściem pojawiło się kilku petentów z pilną sprawą więc nie wypadało zostawić kolegów bez wsparcia.

Czytaj dalej….

Wrześniowe popołudnie.

Czas płynął wartko i nim się obejrzałem wrzesień chylił się ku końcowi. Miałem co prawda dwa weekendowe wypady na ryby nastawione one były jednak na integrację i wypoczynek na wodą oraz spożycie. Więc jak zapewne się domyślicie ryb z tych wypraw nie było. Za to dwa bezrybne weekendy pobudziły, gdzieś głęboko zakorzeniony w głębi mojej głowy instynkt łowcy. Wyprawa na ryby chodziła za mną w sposób ciągły do tego stopnia że łowienie śniło mi się po nocach.

Czytaj dalej….

Ostatni weekend urlopu.

Urlop skończył się szybciej niż mogłem się tego spodziewać, świat oglądany oczami człowieka, który ma wracać do pracy stracił, co nieco na swojej wspaniałości.  Serce ściskał jakiś żal za rybami, które mógłbym jeszcze złowić i tego z braku czasu nie zrobiłem. Zostały mi ostatnie dwa dni weekendu i mimo fantastycznego czasu spędzonego z dziećmi czegoś mimo wszystko mi brakowało.  Jak się moi drodzy domyślicie brakowało mi kontaktu z przyrodą i tego spokoju, który płynie z samego faktu spoglądania na wędki na tle wody. Żona swoim kobiecym zmysłem wyczuła, co dzieje się w mojej głowie i sama wyszła z propozycją bym spędził kilka godzin po południu nad wodą. Przytuliłem drugą połowę i nie patrząc na niezrealizowane zadania w domu pojawiłem się nad wodą która jest mi najbliższa ze wszystkich wód dosłownie i parafrazując w stronę serca.

Czytaj dalej….

Mata czy gumofilce?

Przesiadując na grupach wędkarskich w popularnych portalach społecznościowych, obserwuję, że bardzo często dochodzi w nich do gówno burz w temacie używania mat wędkarskich. O ile w grupach traktujących bezpośrednio o wędkarstwie karpiowym takowych tematów jest marginalnie mało gdyż wędkarze mianujący siebie szumnie karpiarzami, mają dobro ryby na pierwszym miejscu i nie negują konieczności używania sprzętu do ochrony złowionych ryb. Boli mnie bardzo natomiast trend zaobserwowany w grupach traktujących o wędkarstwie feederowym gdzie nie używanie mat jest wręcz powodem do chełpienia się i bycia dumnym ze swoich poczynań. Uczestnicy tych grup uważają trawę i piach za dobre podłoże dla łowionych ryb. Zawsze uważałem Fedder za metodę połowu dla chytrych dziadków w gumofilcach i muszę powiedzieć szanowni kozacy że sucha trawa nadaje się znakomicie do wypełnienia rzeczonego obuwia.

Czytaj dalej….

VI POTYCZKA OPOLSKICH TEAMÓW KARPIOWYCH

Na wydarzenie to oczekiwałem z niecierpliwością gdyż miała to być najdłuższa zasiadka mojego czasu urlopowego gdzie w terminie od 14 do 18 sierpnia miałem oddawać się przyjemnościowemu łowieniu karpi.  Nasz team wystawił pięciu zawodników gdzie prezes koła był teamrunnerem gdyż niektórzy z nas mieli zjeżdżać do pracy.

Czytaj dalej….

Mistrzostwa Koła PZW Dąbrowa w Wędkarstwie Karpiowym.

Z niecierpliwością czekałem na nadchodzące mistrzostwa koła PZW Dąbrowa w wędkarstwie karpiowym. Zawody rozgrywane były w terminie 12-14 lipiec na łowisku Nowaki które to w roku 2019 wróciło pod piecze PZW. Byłem szalenie podekscytowany gdyż moim team partnerem była moja córka Magdalena a wyniki które osiągali inni wędkarze pozwalały sądzić że będzie zacnie połowione.

Czytaj dalej….

Lipcowa rodzinna zasiadka.

Czerwiec przeminął jak błyskawica podróże służbowe i udział w Zawodach Karpiowych o Puchar Dowódcy 10 BLog nie pozwoliły się nudzić. Ja jednak stęskniony chciałem pojechać spokojnie na ryby i wyłowić się do bólu. Na pomoc przyszli teściowie porywając na kilka dni wakacji dwoje ze starszych dzieci do siebie.

Czytaj dalej….

Niefartowna majówka 2019.

Maj nadciągał wielkimi krokami a moje wędkarskie serce z ekscytacji biło coraz szybciej. Nadchodził czas zaspokojenia wędkarskiego nałogu oraz czas wypróbowania najnowszego nabytku,jakim był kemping dla całej rodzinny. Niestety życie jest życiem i gdyby było usłane różami nie było by tak ekscytujące i nie przynosiłoby radości z realizacji małych rzeczy i małych planów. Ospa wietrzna z Nienacka zaatakowała najmłodszego syna i z wędkarskiego weekendu w formule rodzinnej zrobił się weekend w formule tata plus dwoje dzieci nie ukrywam też przyjemny, ale nie tak jak mógłby być gdyby całość rodzinny była w komplecie.

Czytaj dalej….

Kwietniowa ucieczka 2019

Tylko człowiek posiadający nałogi zrozumie człowieka z nałogami. Na świecie eksplodowała wiosna a ja nie mając siły na nic i pragnąłem tylko chwili spokoju na rybach i wypoczynku. Mimo  tego że 29 kwietnia planowałem dziesięciodniową zasiadkę na rybach to już dnia 26 musiałem zasiąść chociaż na kilka godzin i odpocząć od znojów pracy i stresów z nią związanymi. Pragnieniem tym podzieliłem się tylko z moją małżonka która czuła napięcia we mnie a i fakt że stałem się drażliwy nie umknął jej uwadze. 

Czytaj dalej….