Im mniej sprzętu zabierasz… tym więcej zaczynasz rozumieć.
W życiu chyba każdego z nas przychodzi moment gdy przejada się ciężkie karpiowe wędkowanie a ja już od maja planowałem mały powrót do methoodfeeder’a.
Dziedziny wędkarstwa gruntowego w której miałem mizerne sukcesy. Przez co porzuciłem ją na jakiś czas.
Końcówka lipca pozwoliła na bardziej aktywne wędkowanie niestety awaria auta drastycznie ograniczyła mi możliwości przemieszczania się.
Więc pozostały dwa koła i maksymalne ograniczenie zabieranych bagaży wiec tym bardziej przychyliłem się do łowienia feederem ze względu na minimalizm sprzętowy który trzeba posiadać.
Postanowiłem korzystać z infrastruktury łowiska i wszystko co było mi niezbędne mieściło się w moim nowo nabytym pokrowcu na wędziska. A niewielki dystans do pokonywania na łowisko przychylił się do zażycia odrobinki ruchu i przemieszczania się rowerem.
Muszę przyznać że zgłębienie budowy przyponów i ich mechaniki oraz poszukiwanie wiedzy w sieci przynosiło bardzo wymierne efekty i każda z feederowych zasiadek kończyła się karpiami na macie.
Karpiami nawet oscylującymi w okolicy 8-9kg niektórymi łowionymi kilkukrotnie.
W połączeniu z delikatnym wędziskiem i żyłką główna w grubości 0,19 dawało wspaniałe emocje w czasie walki z okazałymi jak na taki sprzęt rybami sprawiała mi niezwykle dużo satysfakcji.
Zobacz jak łowiłem karpie w śerpniu na method feeder.














Pingback:Pojechałem na ryby mimo wszystko – a moja żona złowiła karpia życia. - blog wędkarski rybymojezycie.pl
Pingback:Kawałek październikowego złota - ciężko wypracowany karp. - blog wędkarski rybymojezycie.pl
Pingback:Wrześniowe popołudnie karp - potrafi usunąć cały stres. - blog wędkarski rybymojezycie.pl