Nie pojechałem po ryby… tylko po ciszę.
Jesień wkraczała coraz bardziej w swoją urokliwą fazę, malując coraz więcej liści w przecudne barwy. Ja z bólem serca jeździłem w różnych ważnych sprawach z rodzicami, którzy chwilowo wyłączeni byli z prowadzenia pojazdów. Tak właśnie przepadały moje szanse na codzienne ryby, które planowałem w czasie, gdy przyszło mi pełnić nocne dyżury w pracy.
Oczyma wyobraźni widziałem, jak w malowniczej scenerii wypoczywam nad wodą i chłonę całym sobą otaczające mnie piękno. Już raz sprawa miała się tak daleko, że rozkładałem wędki, by połowić co nieco, i telefon przekreślił wszystko, gdyż w potrzebie był niesprawny ruchowo przyjaciel rodziny.
Przyznam szczerze, że moja frustracja osiągała już poziom grożący wybuchem. A wybuchów staram się unikać, ponieważ zakłócają mir domowy, a na to jako głowa rodziny nie mogę sobie pozwolić, by nie kalać negatywnymi emocjami atmosfery w domu. Dzieci i małżonka nie powinny stawać się biernymi ofiarami naszej niemocy.
Wierny tym zasadom zapowiedziałem wszystkim, że nie może być tak, że wszystko jest ważniejsze niż moje plany i w sobotę jadę do przyjaciela na zakrapiane urodziny. Niestety praca pokrzyżowała wszystko. Gdy dotarło do mnie, że nici z relaksu, myślałem, że wyjdę już z siebie. Bez słowa wyszedłem z domu i w końcu pojawiłem się na moment nad wodą. Wywiozłem zestawy, usiadłem i popatrzyłem na tak cudowny, barwny spektakl podkreślany promieniami słońca. Zaparzyłem melisę, okrasiłem cytryną i po paru łykach otworzyłem zawór bezpieczeństwa.
W końcu zaczęło schodzić ze mnie ciśnienie, stopniowo i powoli wyrównywały się emocje. Mając jakieś nieopisane przeczucie, podszedłem do wędek i w tym momencie prawa wędka przyniosła branie. Delektowałem się holem ryby i po kilku chwilach w podbieraku zameldował się mały karpik, który bardzo mnie ucieszył. Szybkie zdjęcie i już miałem wywozić ponownie, gdy moja „smycz” w postaci telefonu dała znać o sobie.
Niechętnie odebrałem i w słuchawce usłyszałem głos mamy: „Syneczku, wracaj proszę”. Rzekła moja rodzicielka, a kto jak kto, ale ona bez powodu nie zawraca mi głowy. W trzy minuty byłem spakowany i wracałem do domu pełen niespokojnych myśli.
W domu moja małżonka, z racji migreny, była wręcz przezroczysta, a dzieci domagały się tradycyjnie jej uwagi. Próby odciągnięcia ich przez dziadków nie przynosiły skutku. Z wyrzutem popatrzyłem na moją połowę i zadałem pytanie, dlaczego nie dzwoniła. Ona, słabo się uśmiechając, odpowiedziała, że widziała, w jakim stanie wyszedłem z domu, i chciała dać mi chwilę.
Przytuliłem małżonkę, ułożyłem w łóżku i, by poprawić jej komfort dochodzenia do siebie, zabrałem moje dzieciaki na wycieczkę rowerową do lasu. Wróciliśmy w godzinach późnopopołudniowych. Dzieci umęczone poszły spać już około dziewiętnastej, a ja mogłem popracować dla dobra ojczyzny.
Uszło co nieco ciśnienia ze mnie, liznąłem odrobinę wspaniałości jesieni, ale to było zbyt mało. W duszy dalej gdzieś krzyczała tęsknota za spokojem, za relaksem i kontaktem z przyrodą. Dlaczego w tym naszym nowoczesnym życiu tak dużo uwagi musimy poświęcać zarobkowaniu i sprawom sztucznie wytworzonym przez biurokrację? W myślach czuję potrzebę, i to coraz większą, zamieszkania gdzieś na odludziu i odseparowania się od spraw współczesnego świata.
Przeczytaj również:
Karp zimą na metodę – lutowa zasiadka, zestaw i skuteczne łowienie, luty 2022.
Karp jesienią – szybka zasiadka, powrót do karpiowania i udane łowienie.
Powrót na ryby po covidzie – osłabienie, emocje i pierwszy karp.






Pingback:Zakończenie urlopu na rybach – feeder i skuteczne łowienie karpi. - blog wędkarski rybymojezycie.pl
Pingback:Poranek był piękny, amury waleczne - końcówka brutalnie przypomniała mi o błędach. - blog wędkarski rybymojezycie.pl