Wędkowanie w marcu – karpie na method feeder mimo zimna i pandemii.

IMAG0162

Świat może wariować…ale to Ty decydujesz, gdzie wraca Twój spokój.

W sobotę czternastego marca postanowiłem chociaż odrobinę oderwać myśli od panoszącego się w Polsce koronawirusa. Zawitałem więc na puste tego dnia łowisko z myślą o połowieniu karpi na metodę i przy okazji umożliwienia wniesienia opłat kolegom wędkarzom. Uzbroiłem się więc w ciepłe napoje, butlę płynu do odkażania i skoro świt, o godzinie 7:00, rozkładałem sprzęt na ukochanym łowisku.

Pogoda tego dnia, mimo że słoneczna, przeraźliwie zimnymi podmuchami wiatru bardzo szybko zmusiła mnie do przywdziania pełnego zimowego kombinezonu. Ustawiłem więc mój pojazd w sposób, który najbardziej osłaniał mnie od wiatru.

Przygotowanie pelletów i zanęty poprzedniego dnia wieczorem okazało się sprytnym posunięciem i, nie narażony na kaprysy pogody, mogłem podać co nieco przy pomocy mojego ciężkiego feedera i mini spomba w łowisko. Obawiałem się przekarmienia miejscówki, a jednocześnie chciałem przyciągnąć i utrzymać w łowisku karpie.

Całość operacji, w celu zachowania maksymalnej precyzji, odbyła się na klipowanym zestawie. Przeniosłem odległości na tyczki pomiarowe, a następnie na zestawy do metody. Wywołałem tymi operacjami co nieco zdziwienia wśród znajomków nieśmiało pokazujących się na łowisku. Jednak ja chciałem potrenować sobie bardziej niż zazwyczaj precyzyjne łowienie.

Oczywiście nie zabierałem ze sobą feederarm’a i kosza ze względu właśnie na połączenie wędkowania ze zbieraniem składek. Nie przeszkadzało to jednak pierwszej rybie pobrać przynętę tuż po opadnięciu zestawu. Po szalonej walce, za którą tak cenię mieszkańców moich glinianek, na zdjęciu – dzięki uprzejmości kolegi Marcina – możecie zobaczyć w całej krasie karpika całkiem słusznych, jak na małe haki i delikatny sprzęt, rozmiarów.

Oczekujący koledzy w przepisowej kolejce do opłat nie pozwolili mi przez dłuższą chwilę popracować nad braniami. Jednak po niecałej godzinie miałem ponownie oba zestawy w wodzie. Wymiana szczytówek w feederach z ultra light na medium hard zmieniła na tyle pracę moich wędzisk, że ponownie musiałem opanowywać sztukę celnego nimi rzucania.

Prawdopodobnie mogłem tymi nieudolnymi zabiegami rozproszyć co nieco ryby, jednak dołowione jeszcze dwa karpie w krótkim czasie poprawiły mi humor na tyle, że bez żalu – zmarznięty, ale i wyłowiony, i uśmiechnięty – wracałem odprężony do domu, gdzie na tatę czekała wynudzona przymusowym pobytem w domu familia.

Przeczytaj również:

Marcowy powrót nad wodę – feeder, głód wędkowania i chwila, która przywraca równowagę.

Feeder w mrozie – listopadowe łowienie karpi i walka o czas nad wodą.

Majowe łowienie na feeder – szybka zasiadka, karp i spinningowy bonus.

Polub lub udostępnij
fb-share-icon
Otagowano , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

O Paweł Sąsiadek

Paweł Sąsiadek – wędkarz i autor bloga „Ryby Moje Życie”, gdzie dzielę się praktyczną wiedzą prosto znad wody. Łowię różnymi metodami, ale szczególne miejsce w moim wędkarskim świecie zajmują karpie i łowienie na ziarna, które sam przygotowuję i testuję w praktyce. To blog tworzony na doświadczeniu, nie teorii.

Jedna odpowiedź na „Wędkowanie w marcu – karpie na method feeder mimo zimna i pandemii.

  1. Pingback:Method feeder i klasyczny feeder w lutym - skuteczne łowienie karpi i białej ryby. - blog wędkarski rybymojezycie.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *