Lutowy relaks z tyczką – który zapadł w pamięć na długo.

IMG 20180204 WA0010

Miała być tylko chwila oddechu z tyczką, a skończyło się na takich emocjach, że ta niedziela siadła w głowie na długo.

Luty już w swoich pierwszych dniach przyniósł aurę wręcz wiosenną i bardzo szybko z okolicznych wód zniknęło pięciocentymetrowe oblodzenie. Niedziela czwartego lutego była dobrym momentem, by wraz z prezesem mojego koła, Jarosławem, zrobić odrobinę przerwy w pracach na łowisku, które od kilku tygodni było sukcesywnie pogłębiane i przemodelowywane, i po raz drugi zasiąść z tyczką nad wodą.

Dodatkowym atutem tej lutowej niedzieli był fakt, że moja małżonka wraz z pociechami odwiedzała teściów, więc miałem przynajmniej kilkanaście godzin wolnych od obowiązków głowy rodziny i zamierzałem spędzić je na łowisku.

Pojawiłem się niespiesznie około godziny trzynastej. Rozleniwiony wcześniej zjedzonym obiadem rozpocząłem przygotowania do łowienia. Po kilku chwilach wypakowywania sprzętu na łowisku pojawił się Jarek i obaj niespiesznie przygotowaliśmy zanętę oraz stanowiska.

Bez presji po raz pierwszy posłaliśmy zestawy do wody i jak to zwykle bywa przy zestawie skróconym, ryby szybko rozwiały nasze wątpliwości związane ze spadkiem poziomu wody o czterdzieści centymetrów na wybranej przez nas gliniance.

Godziny mijały przyjemnie. Płocie i wzdręgi znakomicie dopisywały, a my wspólnie łowiliśmy je w dobrym tempie.

Czas upływał na rozmowie i pracy związanej z operowaniem tyczką, gdy po raz kolejny wstawiałem zestaw w łowisko. Spławik dziwnie zareagował, a po zacięciu poczułem moc na końcu tyczki. Czekałem na to od dłuższego czasu i w końcu mogłem stoczyć kilkuminutową walkę z karpiem, który po zmierzeniu liczył około czterdziestu sześciu centymetrów.

Zadowolony i przyjemnie zmęczony zmieniłem przypon i pozwoliłem sobie na chwilę wytchnienia oraz uspokojenia po tak wspaniałych emocjach. Postanowiłem donęcić łowisko i po kilku minutach płocie oraz wzdręgi znów nie dawały o sobie zapomnieć.

Stało się jednak tak, że musiałem odebrać telefon od małżonki. Niestety rozmowę szybko zakończyłem, gdyż moja tyczka niebezpiecznie się wygięła i ponownie na jej końcu poczułem większą rybę. Zmęczone ręce po wcześniejszym holu dawały już o sobie znać, więc z racji w miarę czystej wody skróciłem tyczkę do czterech elementów i na przedłużonym topie dość szybko zakończyłem walkę z karpikiem mierzącym trzydzieści dziewięć centymetrów.

Nadmiar szczęścia sprawił, że na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech i mimo zmęczenia poczułem się tego dnia spełniony wędkarsko.

Jarek oczywiście musiał posłać w moją stronę kilka epitetów dotyczących moich poczynań z tyczką i świadczących rzekomo o szczęściu początkującego. Mina nieco mu jednak zrzedła, gdy po kolejnym zacięciu moja tyczka ponownie wygięła się, a ja poczułem potężne kopnięcie. Guma z topu wyjechała na dobrych kilka metrów, a ja gdzieś w duchu przeczuwałem, że delikatny zestaw nie będzie w stanie zatrzymać tej ryby. Jak przewidywałem, tak też się stało i nie wytrzymał przypon.

Nie było to jednak w stanie popsuć mi wspaniałego nastroju. Połowiłem jeszcze kilka chwil i wspólnie uznaliśmy, że czas wracać do domów. W międzyczasie szybko zapadał zmrok i należało sprawnie się zwijać.

Zrobiliśmy końcową sesję fotograficzną. Płocie i wzdręgi tradycyjnie wróciły do wody, a karpie trafiły na patelnię. Po powrocie zaskoczyłem rodzinę wracającą od teściów gorącą, świeżo złowioną rybą.

Wspaniała niedziela pozwoliła mi w pełni naładować akumulatory i spędzić czas w zacnym towarzystwie. Dzięki temu udało mi się spokojniej przetrwać okres do pierwszego porządnego lodu.

Przeczytaj również:

Tyczka zimą – jak łowić płocie w lutym mimo wiatru i trudnych warunków.

Zimowa tyczka na płytkiej wodzie – jak łowić płocie w grudniu.

Marcowe karpie na tyczkę – jak łowić skutecznie w zimnej wodzie.

 

Polub lub udostępnij
fb-share-icon
Otagowano , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

O Paweł Sąsiadek

Paweł Sąsiadek – wędkarz i autor bloga „Ryby Moje Życie”, gdzie dzielę się praktyczną wiedzą prosto znad wody. Łowię różnymi metodami, ale szczególne miejsce w moim wędkarskim świecie zajmują karpie i łowienie na ziarna, które sam przygotowuję i testuję w praktyce. To blog tworzony na doświadczeniu, nie teorii.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *