26 października i minął kolejny miesiąc zanim miałem szansę pojawienia się nad wodą, skrzętnie ją wykorzystałem tym bardziej że przyroda wchodziła w stadium jesieni. Pierwsze liście zmieniały już barwy spadały i zaczęły pływać po łowisku, tańcząc swój balet po powierzchni wody porywane podmuchami wiatru. Przebłyski słońca jednak umilały całą aurę i czyniły temperaturę całkiem znośną. Świat był wspaniały skłaniał do refleksji nad przemijającym czasem a okres wzmożonego przed zimowego żerowania dawał spore szanse na spotkanie z rybą,. Nie dałem się zapędzić na ścieżki umysłowych rozważań, maiłem jasno określone cele, spotkanie z rybą, poczucie klimatu jesiennego łowienia i naładowanie baterii.
Rozłożyłem fotel z akcesoriami, w wody łowiska posłałem zestawy i zająłem się przygotowaniem kawy. Gorąca aromatyczna kawa potrafi w sposób znakomity podnieść jakość każdego łowienia w okresie chłodów lubię ją przyprawić jeszcze odrobinką cynamonu.
Ryby pozwoliły zaparzyć kubek kawki i po pierwszych przerzuceniach zestawów zaczęły meldować się pierwsze leszcze i krąpie, zadowolony zauważyłem że w końcu ryby na tym zbiorniku nabrały barw. Świadczy to o tym że walka o przywrócenie żyzności wody zaczęła przynosić rezultaty a usuniecie podczas odłowów prowadzonych przez PZW trzech ogromnych tołpyg jak dobrze pamiętam o łącznej wadzę ponad 150kg pozytywnie wpłynęło na ilość planktonu w wodzie, zostały jeszcze dwie tak wielkie ryby które porwały siatkę rybakom mam nadzieję że woda udźwignie ich potrzeby pokarmowe.
Odławiałem dalej leszcze, krąpie, linki lecz czułem że dziś trafi się coś godniejszego . Przeczucie mnie nie zawiodło i szczytówka nieśpiesznie ale głęboko się ugięła. Potężne tąpnięcie na wędce poświadczyło że mój przeciwnik nie jest małą rybą. Hol coraz bardziej się wydłużał ja jednak dzięki zastosowaniu haków których jestem pewny i przyponu grubości 0,25 mogłem w miarę panować nad rybą. Ryba szła przy dnie i udawało mi się ją utrzymywać w obszarze czystej wody, powoli stopniowo skracałem dystans. Zaabsorbowany walką nawet nie zauważyłem że pojawił się młody spinningista za mną dopiero jego „dzień dobry” uświadomiło mi że ktoś obserwuje moje zmagania. Sam również będąc ciekawy rozmiarów swojego przeciwnika zacząłem czuć lekką presję by położyć go na macie. Mając jako takie doświadczenie z holu dużych ryb dałem jej czas i taktyka ta po paru minutach pozwoliła po raz pierwszy zobaczyć rybę. Za drugim podejściem ryba znalazła się w podbieraku a zapobiegliwość i rozłożenie karpiowego podbieraka zaprocentowały. Dzięki uprzejmości nowego kolegi udało się zrobić fantastyczne zdjęcia naprawdę godnej zdobyczy.
Nie ukrywam że musiałem chwilę odpocząć po tym holu wykorzystałem więc ten czas na zaparzenie drugiego kubka kawy. Po kilkunastu minutach zestawy ponownie powędrowały do wody i mogłem cieszyć się braniami leszczyków i linów.
Wspaniały czas nad wodą dobiegał końca, przygotowana porcja pelletu kurczyła się tak jakoś nad wyraz szybko. Przygotowując kolejny podajnik do nabicia nastąpiło atomowe branie na drugiej wędce, na drugim końcu było coś niewielkiego ale wściekłego, mimo oporu ryby dość szybko udało się ja podprowadzić do brzegu lecz podniesienie jej sprawiało już kłopot. Znam dobrze te niewielkie karpie z tego łowika które całą agresję skupiają w swoich niewielkich ciałach i przeczucie mnie nie zawiodło po chwili na powierzchni pojawił się czarny niczym noc karpik na zakończenie łowienia. Zachwycony barwą karpia po szybkiej sesji i uwolnieniu ryby, zainicjowałem proces zwiania sprzętu. Trzydzieści minut później byłem już w drodze do domu, jadąc autem rozmyślałem nad możliwościami jakie daje nam metoda i czy by kiedyś nie spróbować wrócić do retro sprężyny czy też grzybka.











