Nie czekałem, aż ryby zaczną żerować… dałem im powód.
Nim się obejrzałem, nadszedł marzec. Miałem zamiar spędzić go ambitnie, gdyż ryby w wodzie wyczuły nadchodzącą wiosnę i nadszedł ten magiczny okres szalonych brań i rybiej obfitości.
Pierwszy marca niestety przyniósł mi tylko nerwy z powodu zaśmieconego łowiska i zniszczonej trawy, wypalonej pozostałościami grilla, okraszonej kilkoma stopionymi butelkami i masą kiepów. Wściekły wracałem do domu – niestety zaparowany obiektyw rozszczelnionej kamery uchronił sprawców tej sytuacji od odpowiedzialności. Ale nic ich nie ominie – spotkamy się kiedyś nad wodą. Charakterystyczny kemping i pojazdy pozwolą na identyfikację i „wymianę uprzejmości”.
Nadszedł dynamicznie następny tydzień i sobotę spędziłem wraz z córką i małżonką na targach wędkarskich w Poznaniu. Miałem szansę w spokoju pooglądać sprzęt wędkarski i ofertę przynęt na 2020 rok.
Po udanej wycieczce nadszedł ósmy marca – Dzień Kobiet, ale też okazja, by wymknąć się na chwilkę z domu i połowić co nieco. Skwapliwie z niej skorzystałem i w godzinach około południowych przybyłem na lokalne łowisko. Spotkałem na nim kilku karpiowych zapaleńców, którzy próbowali już swoich sił na ciężkich gruntach.
Ja postawiłem jednak na metodę, bo przez trzy godziny, którymi dysponowałem, karpiowe przynęty nie zaczęłyby nawet pracować. W moim mniemaniu łatwiejsza część zbiornika była zajęta, więc skupiłem się na tej nieco trudniejszej – gdzie precyzja jest jedynym kluczem do sukcesu.
Karpiowi koledzy byli szalenie zaskoczeni, gdy z pokrowca zamiast moich nieśmiertelnych kijków karpiowych wyjechały feedery, a w pojemnikach zamiast kukurydzy i kulek pojawiły się pellety i drobna, szybko pracująca zanęta. Uspokoili się jednak, gdy w ślad za sprzętem pojawiła się mata i większy podbierak karpiowy.
Jeden ze znajomych oddał się konwersacji i przyznał, że już zaczął obawiać się o moje wędkarskie preferencje. Uspokoiwszy go, że niewiele się w tej materii u mnie zmieniło, posłałem zestawy w upatrzone miejsce i oddałem się relacjonowaniu targów.
W międzyczasie na łowisku pojawił się kolega prezes, by pochwalić się nowo zakupionym zestawem spinningowym ultra light. Wysłuchawszy mojej relacji, pozwolił mi poczuć aksamitną pracę markowego kołowrotka i blanku spinningu z najwyższej półki. Jednak moje myśli krążyły wokół sprzętu karpiowego i musiałem podjąć decyzję – czy łowić kolejny sezon na starym sprzęcie, czy go nieco zmodernizować.
Moje rozmyślania przerwało miłe każdemu wędkarzowi, głębokie ugięcie szczytówki. Wkrótce po walce na macie leżał pięknie ułuszczony karpik. Dzięki uprzejmości kolegi Jarosława możecie podziwiać go na zdjęciu.
Szybkie przerzucenie zestawów i powrót do rozmyślań nie pozwoliły w pełni nacieszyć się pierwszą rybą. Na szczęście woda szybko wynagrodziła to kolejnym braniem – ryba może mniejsza, ale niezwykle waleczna. Delikatny sprzęt wymusił na mnie poproszenie współwędkujących o zwinięcie zestawów. Po raz kolejny Jarosław zadbał o dokumentację fotograficzną.
W międzyczasie na łowisku pojawili się wędkarze–ornitolodzy, by sprawdzić budki i przy okazji upiec kiełbaskę na ognisku. Pogrążony w rozmowach i z zaciekawieniem słuchając ornitologicznych ciekawostek, zmarnowałem dwa ładne brania.
Zegar wybił godzinę czternastą, więc na tempo musiałem się zwijać do domu, gdzie ze zniecierpliwieniem czekała familia – rządna tradycyjnego niedzielnego spaceru w oczekiwaniu wiosny.
Przed spacerem jednak męska część domowników musiała godnie uczcić Dzień Kobiet – obdarowaliśmy więc nasze panie słodkościami. Niedzielę zakończyliśmy blisko dwugodzinnym spacerem i wspaniałym, rodzinnym czasem.
Przeczytaj również:
Nie miałem czasu na ryby… więc połowiłem lepiej niż zwykle – lipiec, glinianki, feeder.
Zawody karpiowe Śródlesie 2 – sędziowanie, leszcze i karp jako nagroda.






Pingback:Zakończenie urlopu na rybach – feeder i skuteczne łowienie karpi. - blog wędkarski rybymojezycie.pl