Są takie hole, których nie zapomina się do końca życia – ryba, która zamieniła spokojny majowy wieczór w prawdziwe wędkarskie piekło.
Długo wyczekiwany piątek, lekka karuzela pogodowa i walka z poobiednią sennością. Zwycięża chęć pojawienia się nad wodą. Pakowanie nie kosztowało wiele wysiłku, wystarczyło uzupełnić pellet w pojemniku i ruszać nad wodę. Sprzęt do metody był już w aucie i czekał na użycie.
Nad wodą, na tempo, trzęsącymi się z rozgorączkowania rękami rozkładałem sprzęt – no niby coś tam łowiłem już w sezonie, ale…
– Mało, bardzo mało, stanowczo za mało!
Potrzebowałem więcej, dużo więcej.
Widok cudownych okoliczności przyrody rozpalił jeszcze bardziej uśpiony nałóg wędkarski.
Jak ja dawno już się tak nie czułem.
To wspaniałe uczucie głodu i oczekiwania na nasycenie ciężko wyrazić słowami. Tego trzeba samemu zaznać.
A ja mogłem czerpać dowoli z tego wszystkiego pełnymi garściami i sycić się do woli.
Po nieznośnie długich chwilach posłałem zestawy do wody. Usiadłem i przełączyłem się w tryb wyczekiwania.
Długo czekać nie musiałem. Łowisko zaczęło darzyć i co chwila toczyłem walkę a to ze wspaniałym leszczem, a to z cudnie wybarwionym linem.
Wędkarska ekstaza trwała, a namoczony pellet kończył się coraz szybciej.
Niewiele się zastanawiając, w drugim pudełku przygotowałem kolejną porcję.
Obławiałem sobie gorące miejscówki, a ryby wspaniale współpracowały.
W międzyczasie na pogawędkę wpadł kolega Krzysztof, również wędkarska dusza. Wpadł pogadać, pokibicować.
Wspaniale, że był, bo po kilku chwilach jego pomoc okazała się nieoceniona.
Rozprawiałem z Krzysztofem na temat karpiowatych i zmętnienia wody oraz wpływu tegoż zmętnienia na rozwój inwazyjnej moczarki kanadyjskiej. Zapamiętany w dyskusji, kątem oka zarejestrowałem przygięcie szczytówki. Ręka odruchowo zadziałała i uniosła wędzisko do góry.
Poczułem opór i tuż po rozpoczęciu holu rozpętało się piekło. Wody łowiska ożyły i z wody wyskoczył jesiotr. Nie był to zwykły jesiotr, tylko TEN jesiotr. Największy, najsilniejszy, wpuszczony jako niekwestionowany król łowiska.
Król łowiska dziewiczo ukuty. Jazdę, którą mi zafundował, można opisać jako epicką – wyskoki, odjazdy, murowanie do dna. Kilkanaście minut walki o to, by chociaż móc spojrzeć z bliska na niego. Wszystko to na wędkach o ciężarze wyrzutu do 50 g!
Nagle rozglądam się w panice i przypominam sobie, że karpiowy podbierak został w domu, więc siłą rzeczy rozłożyłem jedynie wyczynowy. Nie było opcji, by zmieścić tam tę rybę.
Krzysztof wpada na pomysł, by podebrać jesiotra bezpośrednio do maty.
Zatapia matę przy użyciu sztycy podbieraka.
Ja naprowadzam rybę, a on pozwala mojej macie w kształcie wanny wynurzyć się. Podprowadzam w zasięg ręki i matę, i spoczywającą na niej rybę.
Krzysztof wyciągnął rybę z niemałym trudem na brzeg. Czas się na moment zatrzymał i…
– Jest! – wydobył się krzyk z moich ust.
Cały rozdygotany jeszcze przez moment nie wierzę w to, co widzę. Lekko nieobecny od adrenaliny i emocji zbijam piątkę z Krzysztofem.
Szybka sesja, szybkie wypuszczenie – jesiotr majestatycznie odpływa w toń łowiska.
Ja siadam i wrzucam cały rozdygotany zdjęcie ryby na grupę stowarzyszenia. Sypią się gratulacje, a ja siedzę chwilę na fotelu. Daję sobie czas, by ochłonąć.
Doławiam jeszcze kilka fantastycznych linów i postanawiam wrócić do domu.
Tam z gratulacjami i figlarnymi iskierkami w oczach czekała moja małżonka. Jak wspaniale mieć kogoś, kto potrafi dzielić szczęśliwe chwile razem z tobą…
Zobacz również:
Karp zimą na metodę – lutowa zasiadka, zestaw i skuteczne łowienie, luty 2022.
Karp w mrozie – zimowa zasiadka, dublet i jeden z najpiękniejszych karpi łowiska.
Jesienny karp w zimnej wodzie – 11 kg na feederowy hak i hol, który nie miał prawa się udać.











